Radosław Rakocz i jego "Stokrotka"

piątek, 16 listopad 2007
Nazywam się Radek Rakocz. Mieszkam w tej chwili w Lędzinach. Pochodzę z okolic Zawiercia. Śpiewam od wielu już lat. Gram na gitarze...

... a ostatnio zrobiło się o Tobie bardzo głośno...


Tak, wytworzył się mały medialny szum za sprawą piosenki "Stokrotka", którą zaśpiewałem kiedyś na Festiwalu "Bieszczadzkie Anioły".

Piosenka ukazała się na płycie i dzięki temu dotarła do jeszcze większej liczby słuchaczy niż miało to miejsce na Festiwalu, ale "Stokrotka" to znana piosenka, dlaczego więc wywołała takie poruszenie?

Myślę, że z tego samego powodu, dla którego powstała. Kilka ładnych lat temu, kiedy bywałem w Bieszczadach, spotykałem przy ogniskach mnóstwo ludzi. Po kilku takich spotkaniach śpiewanie tych samych piosenek o górach i szlagierów poezji śpiewanej zaczynało być nudne, a śpiewać się chciało. Towarzystwo życzyło sobie wtedy piosenek bardziej współczesnych, znanych ze stacji radiowych. Wiadomo jednak, że nigdy nie było tak, że wszyscy znali ich oryginalne słowa, zwłaszcza o godzinie 3 czy 4 rano. Wtedy wpadłem na pomysł, żeby do piosenek znanych wykonawców dokładać słowa "Stokrotki". W ten sposób powstało około 15 – 20 wersji tej piosenki.

Było przy tym dużo śmiechu. Bo oczywiście nie każda piosenka da się w ten sposób przerobić. Dochodziliśmy do tego wspólnie, metodą prób i błędów, aż znaleźliśmy takie, które idealnie się wkomponowały się w te słowa, np. właśnie najbardziej znana wersja Zombi, jedna piosenka Guns N’Roses, coś z Metallicy, przechodząc przez Deep Purple do muzyki bardziej rock and rollowej. W zasadzie nie ma tu żadnych ograniczeń.

Te zespoły, które wymieniłeś to są zespoły, które lubisz, których słuchasz i które ci towarzyszą na co dzień?

Tak, słucham dużo muzyki rockowej oraz typowo orkiestrowej filmowej muzyki, no i poezji śpiewanej oczywiście.

A co dla ciebie znaczy poezja śpiewana? Czego słuchasz w tym gatunku?

Poezja śpiewana jest pojęciem bardzo rozległym, a ja wychowałem się Starym Dobrym Małżeństwie. Pierwszy raz ich piosenki słyszałem właśnie w Bieszczadach, mniej więcej 10 lat temu. Myślę, że właśnie to jest dla mnie poezja śpiewana, a oprócz SDM słucham Roberta Kasprzyckiego, zespołu Raz Dwa Trzy oraz troszkę mniej znanych zespołów lokalnych. W Zawierciu był na przykład zespół  "Dziejba Leśna", w tej chwili już nie grają, ale bardzo lubiłem ich muzykę.

Powiedziałeś, że piosenki Starego Dobrego Małżeństwa usłyszałeś mniej więcej 10 lat temu w Bieszczadach, Festiwal "Bieszczadzkie Anioły" ma 7 lat, więc to nie mogło być na tym festiwalu i pewnie nie był to koncert Starego Dobrego Małżeństwa... więc co?

Pierwszy raz w Bieszczadach byłem w 1996 roku. Był to kurs szkoleniowy dla drużynowych harcerskich. Było tam mnóstwo gitar. Wtedy jeszcze w ogóle nie śpiewałem, więc akompaniowałem jedynie śpiewającym. Właśnie tam usłyszałem pierwszy raz piosenki Starego Dobrego Małżeństwa. Przez długi czas nie miałem żadnej płyty zespołu i nie słyszałem żadnej piosenki w oryginale, a mimo to piosenki SDM śpiewałem ze śpiewnika, słysząc je wcześniej tylko na ogniskach. Pierwsze piosenki w wykonaniu Starego Dobrego Małżeństwa usłyszałem mniej więcej po roku na ich koncercie w Katowicach.

Chciałeś skonfrontować swoje interpretacje z oryginałami?

Tak. Dokładnie tak było. Specjalnie poszedłem na koncert, żeby posłuchać jak naprawdę brzmi to, co sam grałem. Bardzo mi się spodobało, bo to był bardzo dobry koncert. Spodobały mi się reakcje publiczności. Ja znałem wtedy tylko kilka piosenek, a cała sala śpiewała właściwie wszystkie razem z zespołem - od początku do końca. Było to bardzo fajne przeżycie i zaimponowało mi. Po tym koncercie zdecydowanie poszerzyłem repertuar. Gdy tylko dostałem jakąś płytę SDM-u, słuchałem i jakoś potem to samo się grało i śpiewało –tak zupełnie naturalnie.

I co potem… jak to się stało, że trafiłeś na Festiwal "Bieszczadzkie Anioły" i zaśpiewałeś na nim swoją, alternatywną wersję "Stokrotki"?

Nie pamiętam już roku, ale pierwszy festiwal, na którym byłem w Bieszczadach, to był Festiwal "Wołosate". Pojechaliśmy jeszcze z dwójką znajomych na konkurs i zaśpiewaliśmy, zajmując drugie albo trzecie miejsce. Rok później postanowiłem poszerzyć działania i pojechałem na "Wołosate" jako solista, a zaledwie tydzień później były "Bieszczadzkie Anioły" i tam udało mi się zdobyć wyróżnienie. Idąc za ciosem pojechałem drugi raz na ten festiwal, żeby jeszcze raz na nim wystąpić.

Kto zdecydował, że właśnie ta, a nie któraś z pozostałych 15 wersji "Stokrotki" zostanie zaśpiewana na "Bieszczadzkich Aniołach"?

To była oczywiście moja decyzja, jednak spowodowana namowami osób, które ze mną tam przyjechały. Ja byłem raczej nastawiony, że jest to poważny duży festiwal, więc wypadałoby zaśpiewać poważną piosenkę. Moi znajomi podeszli do tego bardziej marketingowo twierdząc, że mam większe szanse, gdy zaśpiewam coś z jajem i to się po prostu spodoba. Przekonało mnie to i w koncercie konkursowym zaśpiewałem między innymi tę piosenkę. Znajomi mieli rację – spodobało się za pierwszym razem.

Pamiętasz jak to wyglądało?

Najbardziej pamiętam ogromną tremę i duży stres. Pierwsza wykonana przeze mnie piosenka przeszła bez echa. Były jakieś konwencjonalne oklaski, ponieważ na "Bieszczadzkich Aniołach" publiczność jest bardzo przychylnie nastawiona do wykonawców. W chwili gdy zacząłem grać "Stokrotkę" cała publiczność nagle wybuchła śmiechem, a potem to już było wspólne śpiewanie. Wtedy konkurs organizowany był w soboty w godzinach południowych. Nie wszyscy zdążyli jeszcze dojechać. Na koncercie galowym było jeszcze fajniej, ponieważ było dużo więcej osób i to już był śpiewający tłum.

Rozumiem, że stanąłeś wtedy na jednej scenie ze swoimi idolami. Jaka była reakcja Krzysztofa Myszkowskiego i zespołu SDM?

Członkowie Starego Dobrego Małżeństwa byli wtedy w jury. Pamiętam, że siedzieli naprzeciwko kilka metrów od sceny i razem z całą widownią zataczali się ze śmiechu, bo inaczej na tę piosenkę, słysząc ją po raz pierwszy, nie dało się chyba zareagować. Niestety później było okazji żeby porozmawiać dłużej. Zamieniliśmy tylko kilka słów za sceną i to wszystko. Zresztą zawsze, gdy jeździłem na festiwale byłem trochę schowany gdzieś po kątach. Nigdy nie byłem w centrum tych wszystkich wydarzeń.

A teraz, w 2007 roku, przed Festiwalem na którym ukazał się dwupłytowy album "Zabieszczaduj z Aniołami", na którym jest również twoja wersja "Stokrotki", czy kontaktowali się z Tobą członkowie SDM?

Cała ta płyta i moja obecność na tej płycie była dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem. Myślę, że wydając ten album nikt nie wiedział, gdzie ja jestem i jak się ze mną skontaktować. Namiary, które podałem wtedy na festiwalu, były już nieaktualne. Podobno wydawca prowadził poszukiwania, ale niestety nie udało mu się mnie znaleźć. O swojej obecności na płycie "Zabieszczaduj z Aniołami" dowiedziałem się w zasadzie bardzo przypadkowo.
To był początek sierpnia, kiedy pierwszy raz w audycji  "Gitarą i piórem" na antenie radiowej "Trójki" moja "Stokrotka" została wyemitowana. Byłem akurat wtedy na wczasach na Węgrzech i nagle zadzwonił mój ojciec mówiąc, że właśnie w "Trójce" słyszał "Stokrotkę", że i znajdzie się ona na płycie. Również moi rodzice usłyszeli mnie w radiu przypadkowo, jadąc samochodem, w którym akurat włączona była "Trójka". To było dla nas wszystkich ogromnym zaskoczeniem.

Skoro wydawca nie znalazł Cię przed wydaniem płyty, rozumiem, że sam się do niego zgłosiłeś...

Nie szukałem kontaktów z wytwórnią i nie pamiętam, kto pierwszy skontaktował się ze mną. Pierwszy raz ujawniłem się na forum internetowym, na którym zgłaszały się osoby poszukujące "Stokrotki" pisząc, że chciałbym również mieć tę wersję piosenki, ponieważ sam jej nie miałem nagranej, podałem tam swojego maila i w ten sposób skontaktowała się ze mną wytwórnia.

Fakt, przez kilka tygodni byłeś najbardziej poszukiwaną osobą w Internecie i mnóstwo wejść także na "Strefę Piosenki" było z zapytania: Radosław Rakocz. Nikt nie wiedział kim jesteś. Sama odbierałam telefony od znajomych dziennikarzy z zapytaniem, kiedy pojawi się Twoja płyta...
Siła rażenia tej piosenki jest ogromna, myślałeś o tym? Jesteś w stanie jakoś wytłumaczyć popularność "Stokrotki"?

Tak naprawdę trudno powiedzieć, co takiego jest w tej "Stokrotce", ponieważ nie jest to nawet moje najlepsze wykonanie. Pochodzi ono z koncertu laureatów, gdzie nie ma już takiego ciśnienia na jak najlepsze wykonanie. Podczas tego występu cieszyłem się ze swojego udziału i z publiczności, która reaguje na to, co robię scenie. Osobiście uważam, że to jest przeciętne wykonanie "Stokrotki" i myślę, że większość słuchaczy, w chwili jej premiery na scenie, było chyba zaskoczonych tym połączeniem: muzyki bardzo znanej i popularnej z tekstem, który w zasadzie zna każdy przedszkolak. Może dzisiaj dzieci nie uczą się "Stokrotki", ale za moich czasów wszyscy znali tę piosenkę. Myślę, że wszystkich porwało, że nie trzeba znać słów oryginalnej angielskiej piosenki żeby sobie ją zaśpiewać.

Co robiłeś przez tych 7 lat od momentu wystąpienia na "Bieszczadzkich Aniołach" do teraz – do momentu, gdy zrobiło się o Tobie głośno?

Przez jakiś rok bardzo dużo grałem po różnych pubach i knajpach, których postanawiali uatrakcyjnić swoje lokale i zapraszali kogoś z gitarą. Grałem bez nagłośnienia, zupełnie akustycznie, na żywo. Zarabiałem w ten sposób jakieś dodatkowe pieniądze. Wtedy studiowałem, więc był to zastrzyk gotówki. Grałem wszystko, bo tak naprawdę moje granie polegało zawsze na tym, że starałem się grać wszystko, co tylko usłyszałem, wszystko co mi się podobało - od poezji śpiewanej, Sojki, do ciężkiej muzyki heavy metalowej granej na gitarze akustycznej. Grałem wszystko, co da się zagrać na gitarze. Potem grałem też w jakimś zespole, ale to szybko się skończyło, bo pracowałem wtedy w dużej firmie dystrybuującej części samochodowe, w wymiarze czasowym, który nie pozwalał mi na zajmowanie się innymi sprawami. Wychodziłem z domu o 5 rano, a wracałem o 20. To były kiepskie godziny pracy, a poza tym miałem kiepski do niej dojazd, który zajmował mi dwie godziny w jedną stronę.
Później bardzo dużo grałem w domu dla siebie i dla dziewczyny, a także przy ogniskach dla znajomych. Raz na jakiś czas wybierałem się po cichu, tak żeby nikt nie widział, na festiwal. Dlatego też może nikt mnie z tych imprez nie kojarzy, bo to było raz na jakiś czas, wyjechałem na festiwal, wystąpiłem i wracałem do domu.

Na jakich festiwalach byłeś?

Pierwszy festiwal, na którym byłem, miałem wtedy 18 lat, to był Festiwal Piosenki Żeglarskiej "Tratwa" w Spodku w Katowicach. Należałem wtedy jeszcze do sosnowieckiej drużyny harcerskiej i całą drużyną wybraliśmy się na ten festiwal. Były dwie gitary i sześć osób, które śpiewały. Ludzie z drużyny zrobili mi dowcip i zgłosili mnie dodatkowo jako solistę. O tym, że wystąpię na festiwalu, dowiedziałem się, kiedy przyszedł człowiek prowadzący koncert i powiedział, że jestem następny. Musiałem wtedy wyjść na tę scenę i w zasadzie z tego występu nie pamiętam nic, oprócz tego, że wszedłem na scenę i zostałem z niej odprowadzony. Ale można uznać, że był to mój pierwszy udany występ. Dostałem nagrodę Prezydenta Katowic.
Po "Bieszczadzkich Aniołach" byłem też na Ogólnopolskim Przeglądzie Piosenki Turystycznej i Poezji Śpiewanej "Wrzosowisko" w Kędzierzynie-Koźlu, na którym dałem wybitnie nieudany występ. Potem pojechałem jeszcze na Ogólnopolski Przegląd Piosenki Turystycznej i Poetyckiej "PiosTur Gorol Song" w Andrychowie.
Wspominam go najmilej, chociaż nie był dla mnie najbardziej udanym pod względem artystycznym występem, ale była bardzo miła atmosfera i sam festiwal bardzo mi się podobał. Pamiętam, że koncertem towarzyszącym festiwalowi był recital Tomasza Lewandowskiego – człowieka, w którego piosenkach byłem wtedy zakochany. Zrobiło to na mnie duże wrażenie, bo miałem okazję poznać go osobiście. To zresztą tez jest anegdotyczne, bo poznaliśmy się przy stoliku grając w brydża pomiędzy występami. Kiedy odszedłem od stolika, ktoś mnie zapytał jak się gra w brydża z Tomkiem Lewandowskim... a ja po prostu nie wiedziałem jak on wygląda.

Skończyłeś szkołę muzyczną?

Nauczyłem się grać w domu, głównie dzięki ojcu, który grał na gitarze. Podpatrywałem go, a  często graliśmy wspólnie na dwóch gitarach. W ten sposób nauczyłem się grać. Nie było żadnej szkoły muzycznej, żadnych lekcji. Uczyłem się grać w domu i nigdy jakoś nie potrafiłem się przełamać do śpiewu. Dopiero na obozie harcerskim, gdzie okazało się, że wszyscy śpiewają i wszystkim fajnie to wychodzi, przyłączałem się do śpiewających i w ten właśnie sposób zacząłem śpiewać.
Pamiętam, że ojciec kupił gitarę, gdy miałem 7 lat. W sklepie muzycznym w Katowicach było około 10 gitar, a w kolejce po nie stało kilkadziesiąt osób. Nie wiem, jakim sposobem, ale ojcu udało się jedną kupić i wtedy właśnie żywa muzyka zaczęła istnieć w naszym domu. Parę lat później pozyczyliśmy drugą gitarę od znajomego i zaczęliśmy grać razem. Robiliśmy to bardzo często i bardzo intensywnie. Dzięki tym wieczornym "jam session", w domu, z ojcem, nauczyłem się grać na gitarze. Nigdy nie było w tym rywalizacji. Ojciec, do pewnego momentu, zawsze był w grze na gitarze lepszy ode mnie, aż w pewnym momencie zrównaliśmy poziom naszych umiejętności. Po jakimś czasie kupiłem gitarę elektryczną, ponieważ zawsze słuchałem również muzyki dużo ostrzejszej, rocka i metalu i chciałem grać najgłośniej jak tylko można melodie Metallicy. Długo grałem na gitarze elektrycznej, ale później znów wróciłem do klasycznej. Teraz mam nową gitarę elektroakustyczną i znowu codzienne granie staje się dla mnie bardzo ważne.

Gdyby ktoś dzisiaj do ciebie zadzwonił i powiedział: "Panie Radosławie chciałbym Pana zaprosić na recital", jesteś na to gotowy?

Myślę, że mógłbym spróbować. W tej chwili mam około 10 projektów swoich piosenek, które nie są co prawda dokończone, ponieważ dla mnie proces powstawania piosenki jest bardzo długi. Lubię piosenkę doprowadzać do ideału, żeby była taka jak ja sobie życzę, a nie taka jak wyjdzie. Dlatego bardzo długo pracuję nad piosenkami własnymi.
Jeśli chodzi natomiast o piosenki nie moje – mój rekord to granie 12 godzin non stop. Na rajdzie harcerskim w Brennej zebraliśmy w kilka osób, chociaż nie wszyscy się znaliśmy, na półpiętrze w szkole, w której nocowaliśmy i zaczęliśmy śpiewać. Koncert trwał od 22 do 10 rano. Na drugi dzień nie byłem w stanie powiedzieć ani słowa, szeptałem tylko.

To znaczy, że masz niesamowitą umiejętność zapamiętywania tekstów, chwytów, bo nie mogę sobie wyobrazić, żebyś przez tych 12 godzin kartkował śpiewniki.

Jeśli chodzi o teksty to chyba nie da się zapamiętać ich wszystkich i czasami trzeba się wesprzeć śpiewnikiem, a jeśli chodzi o granie… nie uczę się nigdy grania piosenek na pamięć, one wychodzą same. Każdy gitarzysta, który gra, wie jaki akord musi być następny i jaki następny, słyszy to i nie musi uczyć się piosenek na pamięć. Jeśli chodzi o gitarę - jestem całkowitym naturszczykiem. Jeśli natomiast chodzi o śpiew, bardzo długo nie szukałem nikogo, kto by mnie nauczył śpiewać, ale kiedy poszedłem na studia, trafiłem do Akademickiego Chóru Politechniki Śląskiej, gdzie śpiewałem dobre 4 lata. Wtedy też troszeczkę mniej grałem i śpiewałem z gitarą, ponieważ kłóciło się to z tym, czego uczyłem się na chórze, na sesjach emisyjnych. Chór bardzo mi pomógł, nauczył kontrolowania oddechu, przepony i bardzo poszerzył mi skalę i umiejętność wykorzystywania głosu.
Wraz z zakończeniem studiów zakończyłem śpiewanie w chórze. Mieszkałem wtedy w okolicach Zawiercia, a próby chóru były w Gliwicach, jest to dobre 80 km do przejechania dwa razy w tygodniu, do tego koncerty. Niestety nie miałem czasu, żeby sobie pozwolić na tak częste jeżdżenie do Gliwic.

Skończyłeś Politechnikę, jesteś inżynierem? Co robisz teraz i czy znajdziesz czas żeby poważnie podejść do swojego śpiewania i gitary?

Skończyłem Politechnikę Śląską, jestem inżynierem elektroniki i jak 80% elektroników w tym kraju, nie pracuję w swoim zawodzie. W tej chwili pracuję w firmie, która jest dealerem ciężkiego sprzętu budowlanego tzn. koparek i tzw. wodzideł (bardzo dużych ciężarówek). Mam bardzo dobre godziny pracy, wolne weekendy, popołudniami jestem w domu, mam więc dużo wolnego czasu dla siebie. Znajduję sobie różne dziwne hobby i staram się realizować w różnych kierunkach. W tym roku np. kupiłem sobie motocykl i zacząłem jeździć, ale także malować na nim aerografem. Aerograf to jest taki bardzo mały pistolet do malowania lakierem, wielkości długopisu. Postanowiłem, że przez zimę jakoś ciekawie ozdobię swój pojazd. Bardzo lubię grafikę komputerową, dlatego dużo czasu poświęcam też komputerowi. Tworzenie muzyki na komputerze również bardzo mnie bawi, niekoniecznie piosenek, ale szeroko pojętej muzyki. Natomiast ostatnio za sprawą płyty "Zabieszczaduj z Aniołami" i radiowej "Trójki" zacząłem wracać do gitary. W pracy jeżdżę dużo samochodem, a w samochodzie słucha się w zasadzie tylko radia, więc teraz słucham tylko "Trójki" i był taki czas, że codziennie w audycji "Tu Baron" można było usłyszeć "Stokrotkę". To było niesamowicie przyjemne, dzień w dzień, do południa słyszałem siebie w radiu. Największą motywacją jaką można mieć do tego, żeby zacząć coś robić jest to, że komuś się podoba, to co robię. Pomimo tego, że nie jest to fantastyczna piosenka, ani nie jest cudownie wykonana, a jednak ma w sobie coś takiego, co porusza ludzi. Nie ma większej motywacji niż publiczność i słuchacze.

Teraz muszą paść deklaracje i obietnice. Czego się po Tobie możemy spodziewać?

W tej chwili nie jestem jeszcze na etapie, który powodowałby, że mogę swobodnie stworzyć nieskończoną ilość piosenek. Po długiej przerwie, w której mało grałem i mało śpiewałem powoli dochodzę do formy instrumentalnej i wokalnej, którą chciałbym mieć. To jest tak, jak ze sportowcami: jeśli piłkarz nie gra w piłkę nożną przez 3 miesiące, to później jest kiepskim graczem. Ze mną jest w tej chwili tak samo, powoli muszę nauczyć się śpiewać i grać na gitarze od nowa. Trzeba trochę czasu żeby się rozśpiewać, rozegrać i będę nad tym pracował, żeby było coraz lepiej.

Z Radosławem Rakoczem rozmawiała Teresa Drozda.


 
Pn Wt Śr Cz Pt So N
2
3
4
8
9
11
16
23
24

Nadchodzące wydarzenia

Muszla koncertowa w parku zdrojowym - Głuchołazy, ul. Parkowa
konkurs.czplfestival@gmail.com
Amfiteatr im. M. Jacksona - Warszawa, ul. Raginisa 1 (Park Górczewska)
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój
Park Zdrojowy - Kudowa-Zdrój

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2018
Projekt i wykonanie CFTB.PL