Zamiast wielokropka, czyli kilka słów zza parawanu - mówi Mariola Konieczna

wtorek, 10 styczeń 2012
Z Mariolą Konieczną, autorką piosenek, ale też referatu "Kontrasty i opozycje w obrazach poetyckich oraz elementy romantycznej wersyfikacji jako czynniki budowania napięcia w poezji Agnieszki Osieckiej" rozmawia Teresa Drozda:

- Spotykamy się w Andrychowie, gdzie otrzymałaś III nagrodę, ale co ważniejsze, spotykamy się po raz pierwszy, czy mogłabyś...

- Jak to się pięknie mówi - opowiedzieć coś o sobie? Nazywam się Mariola Konieczna. Choć niedawno pożegnałam się z miastem i wyprowadziłam na wieś, jestem związana z Bytomiem. Tu od 15 lat uczę języka polskiego, zachwycając się raz na jakiś czas na swój użytek tekstami, o których rozmawialiśmy z dziećmi podczas lekcji. Tak jak każdy kiedyś, pisałam różne rzeczy. Fascynowałam się autorami piosenek, których wszyscy mają na swojej liście, czyli głównie Starym Dobrym Małżeństwem z piosenkami Edwarda Stachury, Wolną Grupą Bukowina z Wojtkiem Bellonem. Natomiast po 15 latach pracy stwierdziłam, że już nie dam rady dłużej dzielić życia wyłącznie na pracę i dom. Trafiłam do bytomskiej grupy poetów "Obok sceny" działającej przy Bytomskim Centrum Kultury, którą prowadzi Wiesław Ciecieręga.
 
Kiedyś przyniosłam tam swoje rymowanki pisane dla przyjaciół. Wiesiu capnął te moje "produkcje" i wyraził spore nimi zainteresowanie. Poprosił, abym napisała coś więcej. Tak powstał "Wiersz niedokończony", który w tej chwili wszyscy nazywają albo "Za parawanem snu" albo "Parawan", a on po prostu zrobił do tego muzykę. Gdy usłyszałam wersję ostateczną wiedziałam, że będę pisać dalej. Teraz raz na jakiś czas tworzę coś specjalnie dla dziewczyn, z którymi Wiesław pracuje jako instruktor teatralny. Kiedy jednak kolejne moje wiersze przepadały na dłuższy czas w jego teczce, pomyślałam, że może to dobry moment, żebym sama spróbowała wymyślić coś z własną muzyką.
Zaczęłam sobie przygrywać na gitarze. Gram słabo i trochę się tego wstydziłam, ale gdy "urodziłam" pierwsze utwory, rozpędziłam się i w tej chwili mam kilkanaście autorskich piosenek. Całkiem niedawno dołączył do mnie basista Michał Wolny, który jest moim kolegą z grupy poetyckiej. To piekielnie zdolny młody poeta, laureat wielu ogólnopolskich konkursów. Dlatego jednocześnie zdziwiłam się i ucieszyłam z jego propozycji muzycznego wsparcia. Tym bardziej, że sam także tworzy piosenkę poetycką. Na spotkaniach „Obok Sceny” słuchał moich utworów i niejednokrotnie korzystałam z jego uwag i krytyki, poprawiając niezbyt udane fragmenty. Tak się złożyło, że moja jedenastoletnia córka zapragnęła nagle nauczyć się gry na basie, ponieważ z przyjaciółmi postanowili... założyć zespół. Michał zgodził się pokazać Julce, jak wygląda gra na gitarze basowej. Przy okazji poprosiłam, żeby coś zagrał. Akurat zagrał bossa novę.  Wpadłam wtedy na pomysł, aby spróbował zaaranżować na poczekaniu bas do "Okien" (to także bossa nova). Efekt był bardzo fajny. Tak się zaczęła nasza współpraca.

- Długo razem gracie?

- To nasz trzeci wspólny występ. Drugi był mniej oficjalny... 21 listopada 2011r. otwieraliśmy Bytomską Jesień Literacką. Wcześniej, w październiku spróbowaliśmy sił w siemianowickim konkursie poezji śpiewanej i chyba się spodobało, bo wywieźliśmy główną nagrodę. To była premiera. Natomiast teraz pierwszy raz wystąpiliśmy przed naprawdę dużą publicznością w konkursie Piostur Gorol Song w Andrychowie. Wcześniej grałam sama. Wzięłam udział w kilku konkursach: Międzynarodowym Konkursie Piosenki Poetyckiej "Kropka", Festiwalu Piosenki Poetyckiej "Kwiaty na kamieniach", ale nie odniosłam jeszcze żadnych sukcesów. Nie licząc tego, tutaj... bo ciągle jeszcze nie mogę uwierzyć...
 
- Czy teksty, które usłyszeliśmy w konkursie 33. Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki Turystycznej i Poetyckiej Piostur Gorol Song to rzeczy wyjęte z szuflady?

- Nie, wszystko co napisałam powstało pod wpływem impulsu, który zdarzył się rok temu. Wydaje mi się, że to tkwiło we mnie bardzo głęboko. Przyszedł wreszcie odpowiedni moment, kiedy to spotkałam ludzi, dzięki którym zaczęłam po prostu pisać.

- W takim razie za wcześnie jeszcze pytać o to co dalej, bo dopiero odkrywasz swoje bycie na scenie...

- Tak. Właściwie odkrywam również coś, o czym nie wiedziałam, że wiąże się z byciem na scenie. Odkrywam fantastyczny kontakt z ludźmi, którzy mnie słuchają. Moja przyjaciółka Weronika Górska z grupy poetyckiej wpadła na pomysł, aby przywrócić we mnie zapał do pracy naukowej. Zaproponowała, abyśmy pojechały na sesję naukową "Po prostu Agnieszka" do Wrocławia. Wysłałam abstrakt, który został przyjęty, ale podczas gdy powinnam była tworzyć sam referat – musiałam przygotowywać się do bytomskiego festiwalu "Kwiaty na kamieniach", na którym mi bardzo zależało. Wysłałam więc do organizatora przeprosiny i wyjaśnienie, że nie zdążę, bo Kwiaty, praca itd. Dołączyłam filmik z dwiema swoimi piosenkami. W efekcie dostałam ekstra dziesięć dni na napisanie referatu oraz... zaproszenie do zaprezentowania minirecitalu dla uczestników konferencji. Zabrałam się ostro do pracy i dzięki temu przeżyłam niezwykle ważne spotkanie z ludźmi nauki, którzy zajmują się poezją Agnieszki Osieckiej. Otworzyły mi się oczy na wiele aspektów budowania tekstu piosenki literackiej. To z pewnością doświadczenie nie do przecenienia. Miałam także dodatkową przyjemność zaprezentować osobom, które są niesamowicie wrażliwe na taką poezję, swoje teksty. Przyjemność była tym większa, że recital odbywał się w fantastycznym klubie Casa de la Musica, mieszczącym się w  magicznym wrocławskim Rynku. Myślę, że piosenki które piszę, nawiązują trochę do twórczości Agnieszki Osieckiej. W Bytomiu Ciecieręga nazywa mnie "bytomską Osiecką". Cudownie się z tym czuję.

- Analiza tekstów Osieckiej pomogła Ci pisać własne piosenki?

- I odwrotnie... pisanie pomogło mi zbadać i popatrzeć na teksty Osieckiej w zupełnie inny, analityczny sposób. Miałam okazję zbadać ich niecodzienny rytm oraz finezyjną poetykę, pełną zaskakujących kontrastów i opozycji. Takie potraktowanie języka poetyckiego – swobodne, bez przesadnego patosu, a jednak pełne finezji – powoduje, że Osiecka odkrywana jest wciąż na nowo przez coraz młodszych wykonawców, a jej piosenki królują na wszystkich festiwalach, w których nazwie pojawia się wyrażenie piosenka poetycka.

- A w kim jeszcze się zasłuchujesz?

- Oprócz Elżbiety Adamiak, Agnieszki Osieckiej i Wojciecha Młynarskiego... od zawsze rozbrajał mnie Andrzej Poniedzielski. Zaczęłam się przysłuchiwać również Arturowi Andrusowi i właściwie to jego teksty pokazały mi, że nie wszystko musi być takie wysokie, oczywiste i „na obcasach”. Troszeczkę chcę się na nim wzorować. Uwielbiam jego rodzaj dystansu i niesamowite napięcie poetyckie, które sprawia, że teksty pisane przez niego działają tak, że chwilami zakręci się w oku łezka, a czasem wyje się ze śmiechu.

- Rozumiem, że pisanie i śpiewanie piosenek to w tej chwili Twój sposób na znalezienie sobie kolejnego miejsca w świecie. Będziesz się tego trzymać?


- Tak. To jest jak narkotyk. Lepszy taki niż inny.

- Bardzo się cieszę, że mogłam poznać Twoje piosenki, a czytelnikom "Strefy Piosenki" przytaczamy jeden z Twoich tekstów.
 
Pożegnanie z miastem

Rzeczywiście, wietrzysko nieznośne,
chyba dziś nawet bruk będzie tańczył.
Chodź, schowamy się na pierwszym niższym -
do dziś nie wiem, czy piętro, czy parter...

Kot jak strzała wyskoczył spod auta.
Znika w swojej – mojej piwnicy.
Rudy płomyk, jak ciągła ucieczka,
ten nasz kot, co się z nikim nie liczy.

Zapodziała się noc w moim mieście,
że pół dnia trzeba będzie jej szukać.
Mówisz, żeby się bardzo nie martwić,
bo wieczorem znowu zapuka.

W oknach bloków, jak w krzywych zwierciadłach
nasze oczy wśród innych tysiąca.
Prędzej dziurę w ścianie wypatrzysz,
niż zrozumiesz te okna do końca.

Ludzkie sprawy, głębokie jak studnia
ślepy malarz wystrugał na twarzach.
Znad pancerzy, co chronią jak skóra
patrzą cicho na stopnie ołtarza.

Czytam w biegu te wszystkie historie.
Chowam w kieszeń, zamiatam pod dywan
przenajświętsze złudzenie zadziorne,
że tu jestem, choć myślę, że bywam.

W wąskich klatkach śpiewamy jak ptaki,
w zimną poręcz wpijając paznokcie.
Nasze skrzydła nie mieszczą się w szafach
i leczymy odciski na łokciach.

Sąsiad z drugiej strony ulicy,
co zagląda mi w duszę przez okno
każe chronić skrzydła przed deszczem,
bo nie będzie z nich nic, jak zamokną.

Zakochałam się w mieście nareszcie.
Na odchodne, jak nic, tak od zera.
Zapatrzyłam się, zapomniałam,
że się właśnie za chwilę stąd zbieram.

A mówili, że kiedyś, że w końcu,
że kamienie, że kwiaty, ulice,
i tym wszystkim w wieczornym słońcu -
że się jeszcze na koniec zachwycę...


Bytom, 2 lipca 2011
 
Rozmawiała: Teresa Drozda.
 
 
Grudzień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
10
11
13
14
19
20
21
22
23
24
25
26
31

Nadchodzące wydarzenia


12
Gru
2017
18:45
12 grudzień 2017 18:45
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Koncert Chóru Kameralnego COLLEGIUM MUSICUM Uniwersytetu Warszawskiego pod kierownictwem Andrzeja [...]
15
Gru
2017
18:00
Koncert
15 grudzień 2017 18:00
Sandomierskie Centrum Kultury - Sandomierz, Rynek 25
Grzegorz Turnau, Jacek Królik, Leszek Szczerba w kameralnym koncercie.
15
Gru
2017
19:00
15 grudzień 2017 19:00
Galeria Pięknych Książek - Warszawa, ul. Pańska 96
Sławomir Zygmunt w koncercie "Czas wszystko zmienia", zaprezentuje utwory Leonarda Cohena, Boba Dylana, [...]
15
Gru
2017
19:00
15 grudzień 2017 19:00
Piwnica pod Baranami - Kraków, Rynek Główny 27
Koncert Mirosława Czyżykiewicza.
15
Gru
2017
20:00
Koncert
15 grudzień 2017 20:00
Skład Butelek - Warszawa, ul. 11 listopada 22
Jan Kondrak w recitalu pt. Romanse kolędy. Pięć najbardziej znanych piosenek. Pięć nowych piosenek z serii o [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL