Każda piosenka to wspomnienie - mówi Anna Treter

niedziela, 10 grudzień 2017

Anna Treter opowiedziała Teresie Droździe o współpracy z Grupą Pod Budą, jubileuszu swojej pracy artystycznej oraz dwupłytowym wydawnictwie "To ja", które ukazało się z tej okazji.

- Bardzo zdziwiłam się, że Twoja nowa płyta wiąże się z jubileuszem 40-lecia pracy artystycznej. Jeśli to prawda, powiedz jak to policzyłaś i opowiedz o swoich pierwszych krokach.

- Policzenie tego nie było trudne, ponieważ jest to również jubileusz zespołu Pod Budą. Liczę to od Festiwalu Artystycznego Młodzieży Akademickiej FAMA w Świnoujściu w 1977 roku. Andrzej Sikorowski, Jasiek Hnatowicz i ja, byliśmy członkami kabaretu Pod Budą, do którego ściągnął nas Boguś Smoleń. Ja byłam tam początkowo akompaniatorką, Andrzej przyszedł na zastępstwo za swoją późniejszą żonę, a Jasiek podgrywał aktorom na gitarze. Nie traktowaliśmy tego zbyt poważnie, ponieważ każde z nas zajmowało się także czymś innym. Ja studiowałam ekonomię, Jasiu geodezję, a Andrzej po skończonych studiach polonistycznych był redaktorem w telewizji. Wtedy właściwie żadne z nas nie sądziło, że będzie dalej zajmowało się piosenką i muzyką. W 1977 roku kabaret kończył swoją działalność, ponieważ zabrakło energii, którą wnosił Boguś, już wcześniej zaproszony przez Zenka Laskowika do Teya. Powstawały wprawdzie jeszcze programy kabaretowe, ale chyba żadnego z nas już nie satysfakcjonowały. Jednak bardzo było nam żal tego, co zadziało się muzycznie w tym kabarecie. Bardzo dużo piosenek pisanych było do poezji, bo takie były czasy, ale mieliśmy też utwory autorskie. Mieliśmy własne brzmienie i jakieś 40 – 45 minut programu. Na Famie zagraliśmy półrecital i z tego co pamiętam, już wtedy zabrzmiały w Świnoujściu takie piosenki jak Ballada o ciotce Matyldzie, Blues o starych sąsiadach, Gdy mnie kochać przestaniesz, Piosenka o mojej ulicy. To się spodobało. Naszą opiekunką na tym wyjeździe była Teresa Poprawowa, szefowa krakowskiego oddziału Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego. Po powrocie zapytała czy chcemy dalej grać, dostaliśmy managera i tak wyszliśmy poza obszar kultury studenckiej.

W 1979 roku powstała Bardzo smutna piosenka retro. Andrzej napisał ją jako pastisz, ale na Festiwalu w Opolu została zupełnie inaczej odczytana i momentalnie stała się przebojem. Wszyscy do dzisiaj nam mówią, że otrzymaliśmy w Opolu nagrodę, a to nie była żadna nagroda. Wyklaskała nas publiczność , a jury usłyszawszy te brawa musiało nam przyznać choćby wyróżnienie. Nie mieliśmy szczęścia do Opola. Zawsze byliśmy pomijani w nagrodach.

- Zapytałam o tę datę myśląc, że być może liczysz to trochę inaczej niż łącząc to z działaniem w Pod Budą.

- Moje początki, czyli pierwsze 25 lat to tylko zespół Pod Budą. Na 30-lecie Budy wyszedł album koncertowy wydany przez Polskie Radio „Naftalinowy świat”, na 40-lecie w tym roku wydany przez Pomaton album „40 lat Pod Budą”. Gramy właśnie jubileuszowe koncerty, które stale się podobają. Bilety wyprzedają się w ciągu kilku dni, mimo, że rzeczywiście nie ma nowych piosenek, a piosenki z naszych solowych produkcji nie wpisują się w repertuar zespołu. Ani ja, ani Andrzej nie proponujemy, by śpiewać w ramach koncertów Pod Budą piosenki z naszych solowych płyt. Są to nasze autorskie rzeczy i nie było ich na żadnym wydawnictwie „budowym”, więc tego unikamy.

- Twoja solowa droga od drogi, która toczy się przy okazji zespołu Pod Budą, jest bardzo wyraźnie oddzielona.

- Zrobiłam to specjalnie, bo słuchacze przychodząc na koncerty i kupując płyty Pod Budą, wiedzą czego się spodziewać. Andrzej swoje koncerty z Majką traktuje jako autorskie projekty, ja także od samego początku miałam zamysł, by wyraźnie rozdzielić te dwa nurty w mojej artystycznej działalności i od początku oparłam tę solową ścieżkę na własnych tekstach ii nnej oprawie muzycznej podyktowanej choćby zupełnie innym składem muzyków. Chciałam, by to co zaproponuję było od początku do końca moje. Co by nie powiedzieć o demokracjach w zespołach, to jednak jest to zawsze wypadkowa różnych czynników. Przez te wszystkie lata byłam trochę pokrzywdzona, bo gdy ukazywała się nowa płyta Pod Budą i trzeba było wybrać singiel, to najczęściej była to piosenka śpiewana przez Andrzeja. Moje piosenki były zawsze bardziej balladowe i romantyczne. Nadawały się mniej na singiel promujący płytę czy na teledysk, a czasami nie było już drugiego singla i płyta kojarzona była tylko z jedną piosenką.

W ten sposób wiele pięknych piosenek nie dobiło się do popularności i światła dziennego. Jednak nasi fani znają te piosenki. Znają zatem też te romantyczne, cichsze i niesinglowe utwory. Wybieraliśmy najczęściej 13 – 17 piosenek na album i każda z nich jest wypieszczona, przy każdej staraliśmy się by miała piękny tekst, muzykę i aranżację, zawsze dbaliśmy o jakość nagrań. Myślę, że w naszym wypadku się to opłaciło. Wydaliśmy w sumie dwanaście premierowych płyt – i wciąż dobrze się ich słucha, ciągle pojawiają się ludzie, którzy je dla siebie odkrywają. Nawet po wielu latach. Od jakiegoś czasu ukazują się już tylko kompilacje.

- Zostawmy Pod Budą i skupmy się na płycie, a w zasadzie dwupłytowym albumie Anna Treter – To ja. To też jest kompilacja.

- To jest kompilacja wzbogacona o trzy nowe utwory i moją ukochaną piosenkę „Gdy mnie kochać przestaniesz” zaaranżowaną i nagraną zupełnie na nowo. Gdy pojawiło się hasło 40-lecia uświadomiłam sobie, że w zasadzie wszystkie solowe płyty nagrałam dla Polskiego Radia. Zwróciłam się więc do Radia z propozycją, wydania jubileuszowego albumu, opatrzonego nowymi piosenkami, które go dopełnią. Tak powstał album „To ja”. Są tutaj nowe piosenki, które chciałam by znalazły się właśnie na mojej jubileuszowej płycie. „Na letni wiatr” to piosenka - podziękowanie dla mojego męża Jana Hnatowicza, który od czterdziestu lat komponuje dla mnie piosenki. Gdy zastanawiałam się nad wyborem piosenek do jubileuszowego koncertu, to okazało się, że wszystkie kompozycje, które chcę zaprezentować, są Jaśka. Jest też na płycie piosenka o „Łodziach marzeń”, która miała połączyć czasy dawne, naszą młodość z teraźniejszością, przynajmniej w warstwie tekstu. Jest też tytułowe „To ja”. Nie wywyższałam się nigdy artystycznie, starałam się być osobą skromną, bo chyba taka jestem z natury, ale raz chciałam wykrzyczeć, że i Pod Budą to ja, i te solowe 4 płyty, to ja i z Poniedzielskim to ja. Taka właśnie jestem, popatrzcie wreszcie!

- Jak wybrałaś 34 piosenki na tę kompilację?

Każdej niewybranej piosenki z moich solowych płyt było mi bardzo żal. Przypominałam sobie pot, który występował na moje czoło w momencie, gdy pisałam teksty, albo np. jak kłóciłam się z Andrzejem Poniedzielskim, jaki ma być tekst, a on zapierał się, że żadnego słowa nie można w nim zmienić. W tych piosenkach są emocje i związane z nimi niezapomniane chwile. Każda jest mi droga także jako kompozycja, bo nigdy nie śpiewam rzeczy, które mi „nie leżą”. Było rzeczywiście trudno, ale musiałam się na coś zdecydować. Jeśli chodzi o piosenki „podbudowe” zdecydowałam się na te wydane na 30-lecie zespołu. Na płycie znalazły się też takie rodzynki jak piosenka z Poniedzielskim, którą nagraliśmy na Festiwalu Twórczości Korowód, który mam przyjemność organizować już od 10 lat. W ramach tego Festiwalu zorganizowałam w 2011 roku koncert piosenek Andrzeja Poniedzielskiego. Starałam się urozmaicić listę utworów, ale nie przekombinować. Myślę, że każda z tych dwóch płyt, które składają się na wydawnictwo „To ja” ma swój nastrój. Mnie się najlepiej słucha takich rzeczy w samochodzie, gdzie mam największą możliwość skupienia się.

- Którąś z piosenek lubisz wyjątkowo?

- Na singiel tej płyty wybrałam piosenkę „Na letni wiatr”. Trudno mi się ją pisało. Chciałam nią podziękować mężowi, kompozytorowi, gitarzyście, człowiekowi, z którym żyję od więcej niż 40 lat. Stanęłam przed dylematem jak to zrobić, by miało to lekką formę. Jasiu nie lubi jak o tym mówię, ale trzy lata temu wydarzyło się coś, co mogło to nasze wspólne życie skończyć w jednej chwili. Jasiu został porażony prądem na próbie przed koncertem, który miał zagrać z Krzyśkiem Piaseckim. Przeżyliśmy straszne chwile, leżał w śpiączce farmakologicznej przez prawie tydzień i w zasadzie nie wiedziałam, czy się obudzi i w jakim stanie. To, że na jubileuszową płytę napisaliśmy trzy nowe piosenki, że on je zagrał, że je nagraliśmy, że gramy koncerty, to jestdar niebios. Tym bardziej chciałam, by ta piosenka była czymś subtelnym i delikatnym. Jasiek jechał w marcu tego roku na narty, więc poprosiłam, by zostawił mi jakieś kompozycje, to spróbuję napisać do nich teksty. Zostawił mi trzy tematy i jeden z nich zadziałał na mnie tak, że wieczorem napisałam cały tekst . Te słowa były we mnie, tylko musiałam je z siebie wyrzucić. Bardzo lubię tę piosenkę. Ale lubię też „Niewygodne buty” i „Kto wie, kto to wie”. „Obiecałeś, że zatańczysz” to pierwszy tekst, który napisałam podczas wakacji w Chorwacji 15 lat temu. Od niego wszystko się zaczęło. „Na południe” napisałam dosłownie chwilę później na promie. Sama widzisz – każda piosenka to wspomnienie.

- Kiedy wydaje się taką płytę, rodzaj podsumowania, może to być potraktowane jako rodzaj bilansu. Świętujesz 40-lecie i zwijasz się?

- Czuję się trochę zmęczona. Mam dużo artystycznych wyzwań: koncerty, pisanie piosenek, nagrywanie i z Budą i własnych rzeczy, a także prowadzenie Fundacji to naprawdę dużo zajęć. Nie chcę zarzucić działalności założonej przeze mnie Fundacji Piosenkarnia, bo stało się to czymś naprawdę wartościowym i fajnym, czymś co przynosi mi satysfakcję. Jednak męcząca jest organizacja Festiwalu, którego koncert galowy to wielkie przedsięwzięcie nie tylko artystyczne, ale i logistyczne. Robimy to w dwie, trzy dziewczyny pracujące w Fundacji. Zabieganie o fundusze staje się coraz trudniejsze, a bez tego trudno funkcjonować. Poczułam się tym wszystkim zmęczona. Gdy jedynie jeździłam w trasę i śpiewałam, było fajnie, ale zaczynają mnie powoli męczyć wszystkie rzeczy poboczne, które muszę zrobić, by zorganizować coś sensownego. Kiedy złożyłam tę płytę i zarejestrowałam nowe piosenki na nią, poczułam, że zaczyna we mnie wstępować nowa energia. Zatem nie zawieszam działalności. Zwłaszcza, że nie zdążyłam zrobić jeszcze jednej rzeczy... bardzo chcę nagrać taką prawdziwą płytę akustyczną, z kontrabasem, z akustyczną gitarą, fortepianem. Niekoniecznie muszą to być piosenki autorskie, chociaż mam kilka w zanadrzu. W galach Festiwalu Twórczości Korowód zaśpiewałam wiele pięknych polskich standardów, bo trudno oprzeć się zaśpiewaniu czegoś Osieckiej, Kofty, Młynarskiego, Przybory, Moczulskiego, Kantego Pawluśkiewicza, bo pod takimi hasłami odbywały się te koncerty. Jednak wiem, że podsumowanie i jubileusz brzmi trochę ostatecznie, bo inni dziennikarze również mówili mi, że taka płyta to jak zamknięcie sprawy.

- Zadałam to pytanie, ponieważ dobrze się znamy i uznałam, że mogę sobie na to pozwolić. Ale tak, ta płyta prowokuje takie myśli.

- Krakowski dziennikarz zadał mi podobne pytanie, a moja odpowiedź posłużyła za tytuł tego dość dużego wywiadu. Powiedziałam mu, że boję się igrać z losem. Los pisze takie scenariusze jakich sami nie wymyślimy. Oddaję się temu losowi i czekam na zdarzenia, które przyniesie.

- To nie jest tak, że podjęłaś decyzję, że rzucasz nagrywanie swoich piosenek, że chociaż jedną rzecz zdejmujesz sobie z głowy?

Nie, ponieważ kocham to i żyję tym od piątego roku życia. Zobaczymy co będzie. Dziś nie podejmuję takiej decyzji. Ale to też zależy od fizycznej wydolności, gdy usłyszę, że śpiewanie mi nie idzie, na pewno przestanę wychodzić na scenę. Myślę, że mam w sobie tyle samokrytycyzmu, by rozpoznać tę chwilę. Na razie jakoś się udaje.

- Rozumiem, że zrobienie takiego bilansu jest potrzebne?

Mnie samą zdziwiło tych 40 lat. Myślę, że w pewnym momencie zrobienie bilansu przydaje się w wielu dziedzinach życia. Jest to potrzebne np. by docenić to, co dał nam los i poczuć się lepiej. Zmęczenie opada wtedy z człowieka i zdaje sobie sprawę z tego, co fajnego się wydarzyło: a zobaczyłam parę fajnych rzeczy, w paru krajach byłam, parę tysięcy koncertów zagrałam. Myślę, że to wszystko jest optymistyczne i miłe. Gdyby przyszło mi po skończeniu moich ekonomicznych studiów pracować w biurze w godzinach 7 – 15, a wtedy gdy ja kończyłam studia, praca moich koleżanek polegała na wydawaniu kartek na wódkę i czekoladę, pewnie bym nie wytrzymała. Moje życie ułożyło się tak, że stale mogę tworzyć i to jest to najważniejsze słowo. Tak nazwałam organizowany przez moją Fundację przegląd - Festiwal Twórczości Korowód. Uważam, że tworzenie nowych jakości jest najważniejsze.

- Przeglądałaś wycinki prasowe, recenzje, coś Ci się przypomniało?

Mam całe wielkie pudła pamiątek w domu, dziś trzeba wszystko archiwizować komputerowo. Ubolewam strasznie, bo poginęły mi programy zespołu Pod Budą nagrane na kasety VHS. Część została uratowana przez Pomaton na wydawnictwie 10 CD + DVD. Gdy pojawiliśmy się przy okazji jubileuszu w telewizji, pokazano nam fragmenty archiwaliów, których nie pamiętałam. Prześmieszne programy Studia Gama, no i te stroje... fajnie, że nie daliśmy się całkiem przerobić pod dyktando telewizyjnych scenografów. To był czas Abby, więc gdy tylko pojawialiśmy się w telewizji scenografowie chcieli nas przebierać w kostiumy. Na szczęście nie daliśmy się sformatować. Traktuję nasze stroje jako symbol niepoddania się modom i czasom. To samo dotyczy piosenek. Nasze piosenki nadal mają melodię, co dzisiaj nie zdarza się już często. Powstaje coraz więcej dziwacznych produkcji, a ludzie jednak stale kochają piosenki, które mają zwrotkę, refren, melodię, puentę i napisane są poprawnie po polsku. Przypomniało mi się, że jak nagrywaliśmy naszą pierwszą płytę, siedziała osoba, która zwracała uwagę nawet na akcenty w słowach. Jak nagraliśmy coś źle, kazała nam to poprawiać. Dziś to abstrakcja. Wszyscy piszą i śpiewają co chcą. Z jednej strony to fajne, bo daje całkowitą wolność artystyczną. Z drugiej – czasami dopada mnie chandra, że pojawiają się na publicznych antenach rzeczy niedopuszczalne. A nowe technologie, dostęp do muzyki i mnogość mediów, to największe zmiany, jakie nastąpiły w ciągu tych 40 lat. Z rozrzewnieniem wspominam moment, w którym zaczynaliśmy. Wcale nie było łatwiej. Byliśmy kilkakrotnie w Opolu, ale nigdy nas tam nie doceniono, a jednak istniejemy, mamy słuchaczy, sprzedają się bilety na nasze koncerty. To chyba mówi samo za siebie.

- Grasz dużo swoich solowych koncertów?

- Solowych koncertów przez 15 lat naliczyłam ponad tysiąc. Mam wspaniałego administratora strony internetowej, który zapisuje wszystkie koncerty. Koncerty dzielę na takie, z publicznością, która chciała przyjść i „użytkowe”. Tych drugich nie gram ze swoim solowym repertuarem. Ludzie podchodzą do moich koncertów z pewną nieufnością, bo kojarzą mnie jednak głównie z Pod Budą, ale po koncercie przychodzą i mówią, że było fajne. To dodatkowy rodzaj satysfakcji. Mam naprawdę świetny zespół muzyczny. Na jubileuszowy koncert w Krakowie zaprosiłam swoich kolegów z liceum i studiów, którzy kojarzyli mnie z płyt, ale nigdy nie byli na moim koncercie. Byli zaskoczeni mną, ale też zespołem. Mój koncert jest energetyczny, momentami rockowy. To zupełnie inny rodzaj satysfakcji niż w zespole Pod Budą.

Rozmawiała: Teresa Drozda.
Spisała: Barbara Radziszewska.

 

Artykuł powstał dzięki pasji i zaangażowaniu autorek serwisu strefapiosenki.pl Nikt nie dostał honorarium za spisanie i zredagowanie rozmowy. Jeśli tekst przypadł Ci do gustu - odwiedź też nasz sklepik, w którym znaleźć można również dwupłytowe wydawnictwo Anna Treter - To ja - sklep.strefapiosenki.pl
Może zechcesz wesprzeć artystów, o których piszemy i nasz serwis wybierając coś z jego oferty. Dzięki Twojemu zamówieniu będą mogły powstawać kolejne teksty.

 

Styczeń 2018
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
7
8
9
10
11
14
16
18
22
28
29
30
31

Nadchodzące wydarzenia


17
Sty
2018
19:30
Koncert
17 styczeń 2018 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
Ola Kiełb z zespołem w koncercie pt. "Droga do Betlejem. Pastorałki autorskie". Pastorałki znanej twórczyni [...]
19
Sty
2018
17:30
19 styczeń 2018 17:30
Loch Camelot - Kraków, ul. św. Tomasza 17
Basia Stępniak-Wilk, Marek Bartkowicz i Andrzej Ozga "niebiańską inspiracją wiedzeni opowiadają o swoich z aniołami [...]
19
Sty
2018
20:00
19 styczeń 2018 20:00
Teatr Ateneum - Warszawa, ul. Jaracza 2
"Jacek Kaczmarski - Lekcja historii" to spektakl złożony z pieśni Kaczmarskiego poświęconych kilkunastu sławnym [...]
19
Sty
2018
20:00
19 styczeń 2018 20:00
Loch Camelot - Kraków, ul. św. Tomasza 17
Basia Stępniak-Wilk, Marek Bartkowicz i Andrzej Ozga "niebiańską inspiracją wiedzeni opowiadają o swoich z aniołami [...]
20
Sty
2018
18:00
20 styczeń 2018 18:00
Dom Kultury im. Wiktorii Kubisz - Bielsko-Biała, ul. Słowackiego 17
Basia Stępniak-Wilk, Marek Bartkowicz i Andrzej Ozga "niebiańską inspiracją wiedzeni opowiadają o swoich z aniołami [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2018
Projekt i wykonanie CFTB.PL