Chciałbym pisaniem ocalać przeżycia - mówi Antoni Muracki

sobota, 19 sierpień 2017

Na początku roku ukazały się dwa dwupłytowe wydawnictwa, które firmuje swoim nazwiskiem Antoni Muracki. Jedno zawiera jego autorskie piosenki, a drugie to projekt z interpretacjami utworów Wysockiego i Okudżawy. O tym jak doszło do nagrania tych płyt i jakie są dalsze plany związane z nimi (i nie tylko) rozmawiają Antoni Muracki i Teresa Drozda:

- Wydałeś w tym roku już cztery płyty!

- Jakiś czas temu, postanowiłem sobie, że dwie płyty w roku trzeba wydać. Dlatego rok 2017 zacząłem premierą dwóch podwójnych wydawnictw. To razem cztery płyty. Myślę, że na tym się nie skończy. Mam jeszcze jedną płytę gotową, czysto studyjną. Premierę planuję na jesień.

- Te dwie płyty to rzeczy zupełnie różne, zacznijmy więc może od płyty autorskiej, podwójnego albumu nagranego w studiu Radia Gdańsk „Pod czerwonym księżycem”. Kiedy jechałeś na koncert do Gdańska zakładałeś to, że chcesz wydać płytę live?

- Tak. Miałem takie założenie. Po koncercie okazało się, że nadspodziewanie dobrze nam poszło. Powiem nieskromnie, że całkiem fajnie się zgraliśmy. Do tego mieliśmy bardzo dobre warunki akustyczne. Materiał na płytę był więc gotowy i znalazły się na niej wszystkie zagrane tam piosenki.

- To jest koncert wyłącznie z twoimi piosenkami?

- Tak. To koncert z moimi autorskimi piosenkami. Czekałem na niego prawie dwa lata, ponieważ do koncertowania w studio Radia Gdańsk kolejka jest długa. Doczekałem się jednak i tak powstał materiał na płytę. W porównaniu do wcześniejszych moich płyt, jest na niej skromne instrumentarium. Darek Polubiec (perkusja), Krzysztof Jaszczak (fortepian), Marcin Fidos (kontrabas). Faktycznie fajnie nam się grało i bardzo jestem za to moim muzykom wdzięczny. Płyta miała nosić tytuł „The best of...”, ale siłą rzeczy znalazło się na niej 8 – 9 pieśni, które były na moich wcześniejszych moich płytach i kilka nowych pieśni, które będą na planowanej płycie studyjnej pod koniec roku. Chciałem, by to był materiał ciekawy koncertowo dla słuchaczy, których przez godzinę w radio trzeba zainteresować. Starałem się poukładać materiał tak, by pokazać różnorodność tego, co gram. Po zakończeniu transmisji na antenie, koncert trwał jeszcze 40 minut, w ciągu których dogrywałem dodatki. Na płycie pomieszałem to razem i jestem zadowolony z efektu. Płyta brzmi szlachetnie i jest na niej kilka piosenek, które lubię.

- Masz z czego wybierać, bo w repertuarze masz autorskie utwory, a także mnóstwo tłumaczeń i interpretacji. Ta płyta jest wyjątkowa, ponieważ znalazły się na niej tylko twoje piosenki. Opowiedz, które swoje piosenki lubisz i dlaczego je zaśpiewałeś?

- Na początku 2016 roku nagrałem płytę „Muracki śpiewa Nohavicę”. Aby była jednorodna znalazły się na niej tylko piosenki Jarka Nohavicy. Chciałem, by nowa płyta też była jednorodna, czyli moja, chociaż w różnych odsłonach jestem różny. Od wielu lat prowadzę z samym sobą (i słuchaczami) dyskurs o sensie mojej trzydziestoparoletniej działalności, którą ostatnio traktuję poważnie i zarobkowo. Trzydzieści lat temu trudno było nazwać to poważną profesją, dlatego na początku była to forma zabawy. Od pewnego czasu żyję tylko z koncertów i swoich wydawnictw. Pomijając aspekt merkantylny, czy to się opłaca, czy nie, prowadzę dyskurs o sensie takiej działalności. Czy poezja w postaci czystej poezji, czy w postaci udźwiękowionej i piosenkowej ma rację bytu w naszym świecie? Siłą rzeczy muszę dostosowywać się do nowego brzmienia i nowych technologii, ale myślę, że słowo w swojej pierwotnej formie, bez żadnych udziwnień pozostanie atrakcyjne dla odbiorcy. Znam wielu ludzi, którzy muszą obcować z poezją, bo ma ona dla nich duchową wartość. Choćby poezja i piosenka literacka były w odwrocie i trochę trąciły myszką, są potrzebne, bo zmieniają wrażliwość ludzi. Chciałem, by moja nowa płyta była troszkę przekorna i kontynuowała ten dyskurs.

- Zaczyna się od dwóch piosenek o poezji…

- „Wylatują nad miasto poeci” to mój stary wiersz, przerobiony później na piosenkę. Mówi o poetach z lat 80. i 90., trochę bohemowych. Później już zupełnie poważnie zastanawiam się nad kwestią poezji w utworze „Mówią, że poezja już tutaj nie mieszka”. Stwierdzam, że niektórzy mówią, że poezja jest w odwrocie i nie jest potrzebna. A czasami gdy ludzie chcą wytłumaczyć sobie jakieś swoje niepokoje, sięgają właśnie po wypróbowane tomiki poezji.

- A inne, ważne piosenki?

- „Czarny parowóz” ma mroczny tytuł i opowiada o autentycznej historii, w której brałem udział z Bogdanem Rynkowskim, nieżyjącym już muzykiem i lutnikiem. Przeżyliśmy wiele interesujących historii, poznaliśmy wielu ciekawych ludzi i to jest jedna z tych przygód, która mogła zakończyć się bardzo źle, a zakończyła dobrze. Podczas jednej z podróży zapytałem Bogusia dlaczego nie zwalnia na niestrzeżonych przejazdach kolejowych w augustowskich lasach. Odpowiedział, że im szybciej przekracza się torowiska, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że w coś się trafi. Po jego śmierci chciałem jakoś ubrać w słowa nasze przygody i tak powstała piosenka „Czarny parowóz”.

Lubię też „Warkoczyk”. Ten utwór opowiada o mojej córce i jej wyfruwaniu z rodzinnego gniazda. Jej wyjście za mąż było to dla mnie bardzo wzruszające i wykonywanie tej piosenki także jest wzruszające. Udało się tam chyba zawrzeć swoje emocje bez zbędnej histerii. To widz ma przeżywać, a nie ja. Piosenka zamykająca płytę „Z cisowej góry dmie wiatr” mówi o moich garbatych Mazurach, czyli Suwalszczyźnie, na którą często jeżdżę i na której znajduję trochę to, co w Indiach, czyli ciszę i spokój. Jestem tam bliżej natury. Lubię ludzi i lubię przebywać z dużą ilością ludzi, ale lubię też  siedzieć sam na łódce w deszczu i łowić ryby, choćby nie brały. Na płycie są więc też piosenki moje prywatne i ciche jak „Za oknem widzę las” o jeziorze Kośno. Nawet napisałem ostatnio wiersz „Moja mała przyroda”. Każdy powinien mieć swoją małą przyrodę, którą może objąć jednym spojrzeniem.

- Wytłumaczysz się z tytułu płyty?

- „Pod czerwonym księżycem” to reminiscencja moich podróży po Azji w ostatnich latach. Tam właśnie widuje się taki dziwny wschodzący lub zachodzący księżyc. Tak sobie to wymyśliłem. Nawet opatrzyłem to jednym zdjęciem z Indii, które znalazło się w poligrafii.

- Przywiozłeś z Indii jakieś muzyczne inspiracje? Czy tego, co tam dźwięczy, nie da się przełożyć na twój język muzyczny?

- Myślę, że nie. Albo byłem tam za krótko, albo to jest jakaś inna bajka. Trzeba pamiętać, że tam skala muzyczna jest zupełnie inna niż nasza. Tam są 22 interwały, u nas 12. Tam wszystko jest  bardziej transowe. Nie chciałbym dorabiać żadnych filozofii, że tam coś mnie oświeciło. Po prostu dobrze czuję się w Indiach. Dobrze czuję się wśród ludzi, którzy mają zainteresowanie innym człowiekiem, zainteresowanie światem i są bardzo czujni. Oni są nadświadomi wszystkiego i wszystko widzą. W tym dzikim tłumie widzą ludzi z ich problemami. O tym jest utwór tytułowy. Na tej płycie jest refleksja o przemijaniu i o wartościach duchowych, które dają mi energię i napęd. Jest też sporo o moich bliskich, o duchowych inspiracjach, które czerpię z natury, przyrody i podróży.

- Masz jakąś filozofię swojego pisania?

- Chciałbym swoim pisaniem ocalać przeżycia, które są we mnie. Pewnie też chciałbym sobie samemu pewne rzeczy wyjaśniać i dochodzić do pewnych prawd.

- Napisane znaczy bardziej?

- Tak. Mało tego, jest to rodzaj wyznaczania sobie pewnych etycznych barier. Tak jak powiedziałaś, to co jest zapisane jest dla mnie ważne w życiu, nie chciałbym tego nigdy zdradzić. Jest to pewien rodzaj deklaracji i traktuję go bardzo poważnie. Oczywiście lubię się też wygłupiać. Piszę dużo aforyzmów i kalamburów, bo życie składa się z różnych stanów. Mimo wszystko jestem optymistą, chociaż moja twórczość bywa na ogół stonowana i poważna.

- Na tych dwóch płytach jest 18 piosenek. To zestaw, który grasz na normalnych solowych koncertach? Gdy wkładamy płytę do odtwarzacza, to jakbyśmy byli na koncercie?

- Na koncert trzeba przyjść, bo zdarzają się na nim różne rzeczy. Choćby nie wiem jak najlepiej była oddana atmosfera koncertu na płycie. Ale na płycie są zapowiedzi i brawa. Jest to od A do Z zagrany koncert. Tak właśnie było w studio Radia Gdańsk tego wieczoru. Nie mówiłem tam za dużo, bo było mało czasu, a chciałem zagrać jak najwięcej piosenek. Nie chciałem gadać, a wiesz, że jestem gadatliwy i mogę zagadać wszystkich. Ale po co.

- Ostatnio, będąc w Pradze kupiłam płytę „Okudžava v míru”, na której ku swemu wielkiemu zdziwieniu znalazłam twoje nazwisko. To moje znalezisko wiąże się chyba, z krążkiem, o którym opowiemy teraz.

- Wiąże się. Na Twojej płycie usłyszeć można tych samych artystów, którzy później przyjechali do Polski i Berlina, potem byliśmy w Austrii, w Wiedniu graliśmy koncerty Okudżawa-Wysocki, czyli dwa koncerty połączone w jednym. Byliśmy w Pradze, w Czechach, graliśmy w Moskwie i na Białorusi.

- Równolegle z Twoją płytą live ukazała się płyta „Wysocki-Okudżawa. Interpretacje”. To dwupłytowy album. Na jednej płycie są piosenki Wysockiego, na drugiej piosenki Okudżawy. Śpiewa je siedem osób, w różnych językach.

- Każdy śpiewa w swoim języku. Jest dwóch Polaków, bo zaprosiliśmy jeszcze Jacka Beszczyńskiego, zatem my z Jackiem śpiewamy po polsku, Tino Eissbrenner po niemiecku, poetka, tłumaczka i muzyk z Białorusi - Olga Zalesskaja po białorusku, po ukraińsku Sergiej Dżigurda - aktor i gitarzysta i tłumacz z Ukrainy, mieszkający na stałe w Moskwie, ale bardzo przypisujący się do Ukrainy, Jiří Vondrák Czech, filmowiec, tłumacz, dramaturg i inicjator akcji z Okudżawą i jeszcze Aleksiej Kudriawcew znakomity rosyjski wykonawca, śpiewający w języku oryginałów.

- Kto wymyślił ten projekt?

- To są dwa projekty. Cztery lata temu poznałem Olgę na Festiwalu Wysockiego w Warszawie. Zakumplowaliśmy się. Ona śpiewa też swoje bardowskie pieśni i utwory jazzujące, więc zaprosiłem ją z programem do swojego Saloniku z Kulturą. Potem ona mnie zaprosiła na Białoruś z moim koncertem. Byłem tam kilkakrotnie i tak sobie jeździmy, a to do Czech, a to na Białoruś. Olga doprosiła do tego mnie, a ja - Jacka Beszczyńskiego. Olga poznała Vondráka przy okazji jakichś koncertów. A że Vondrák bardzo dobrze zna Kudriawcewa, który przyjechał z Moskwy 5 lat temu i mieszka w Brnie. Siłą rzeczy Kudriawcew dołączył do naszego projektu.

- Złożył się zespół, bardów i tłumaczy śpiewających, dla wszystkich ważny jest Wysocki i Okudżawa?

- Wysocki i Okudżawa to nasze wspólne korzenie. Trudno pominąć takich gigantów. Współcześni ludzie mogą tego nie słyszeć, a nas połączyło właśnie to, że piszemy i śpiewamy w oparciu o ich twórczość. W Polsce kanon to Kofta i Osiecka. Ale rozszerzyć go można na takie nazwiska jak: Okudżawa, Wysocki, Brel, Brassens. Bardzo nas to połączyło. Zaciekawiło nas, że we wszystkich krajach jest bardzo duże zainteresowanie twórczością Okudżawy i Wysockiego. Zaczęto nas zapraszać w różne miejsca. Ten program rósł, pączkował i kształtował się. Nie było prób, ale byliśmy w łączności mailowej. Olga przygotowywała bardziej Wysockiego, Vondrák bardziej Okudżawę . Każdy z nas proponował co chciałby przetłumaczyć i zaśpiewać. Ja akurat nie przetłumaczyłem Okudżawy, bo nie zdążyłem. Przetłumaczyłem dwie pieśni Wysockiego i wykorzystałem tłumaczenia Okudżawy, które już istniały. Tak powstała pierwsza płyta, którą kupiłaś w Pradze. Vondrák wpadł na to, że przed naszym jesiennym tournée, które obejmowało kilkadziesiąt koncertów w kilku krajach, warto by było mieć naszą wspólną płytę. Każdy z nas dostarczył swoje nagrania, specjalnie zrobione na tę okoliczność i tak powstała płyta „Okudžava v míru”, czyli Okudżawa w świecie. Wydała to czeska wytwórnia Indies Happy Trails.

- Zabraliście tę płytę ze sobą na koncerty?

- Niestety nie. Płyta już była, ale nie dogoniła nas. Czesi nie umieli wysłać paczki do Polski. Na koncertach oczywiście wszyscy o tę płytę pytali. Sprzedalibyśmy ze dwa tysiące sztuk na wszystkich koncertach. Niestety nie dojechała. Niemniej płyta jest.
Później graliśmy w naszym międzynarodowym składzie koncert w gościnnym Radio Gdańsk. Przywiozłem tam całe towarzystwo i wykonaliśmy Okudżawę i Wysockiego. To był dwugodzinny koncert, który został na antenie radiowej wyemitowany w dwóch audycjach w późniejszym terminie. Tak został nagrany materiał, który ma zupełnie inną temperaturę niż płyta „Okudžava v míru”. W studio wytworzył się kontakt. Dialogujemy tam, odpowiadamy sobie, śpiewamy w kilku językach na przemian. Koncert zakończyła owacja na stojąco. Publiczność nie chciała nas puścić mimo dwugodzinnego grania. To bardzo ciekawe. Myślę, że ta poetyka się nie zestarzała.

- Z mojego punktu widzenia najciekawsze jest połączenie i znalezienie się w tym świecie, znalezienie wspólnego czasu i energii, by zrobić coś wspólnie. Mówisz, że to nie jest koniec.

- W tym roku mamy zaplanowanych około 20 koncertów. Jedziemy do Olgi Okudżawowej, którą Vondrák świetnie zna, kręcił u niej materiał filmowy z Okudżawą i organizował mu ostatni koncert w Brnie. Ale to wszystko pączkuje. Ludzie wiedzą, że tłumaczę Nohavicę, Kryla, Plihala, Radůzę, więc zaprosili mnie na Słowację, gdzie zagrałem piosenki Kryla w swoich tłumaczeniach, a Vondrák śpiewał w języku oryginału. W listopadzie z Filharmonią Czeską planujemy projekt Okudżawa filharmoniczny i to chciałbym zagrać w Polsce, w Radio Rzeszów, a może w Studiu Lutosławskiego. Potem jedziemy z tym projektem do Petersburga. Nigdy nie wiadomo z czego co wyniknie. Nie byłem wielkim fanem i strasznym orędownikiem twórczości Okudżawy, chyba bliżej mi do Wysockiego, natomiast z czasem odkrywam w twórczości Okudżawy różne smaczki, których wcześniej nie znałem. Ten projekt udowadnia, że przy całej brudnej i komplikującej wzajemne relacje polityce, na polu kultury potrafimy się połączyć. To jest bardzo fajne!

Rozmawiała: Teresa Drozda.
Spisała: Barbara Radziszewska.

Artykuł powstał dzięki pasji i zaangażowaniu autorek serwisu strefapiosenki.pl Nikt nie dostał honorarium za spisanie i zredagowanie rozmowy. Jeśli tekst przypadł Ci do gustu - odwiedź też nasz sklepik: sklep.strefapiosenki.pl

Może zechcesz wesprzeć artystów, o których piszemy i nasz serwis wybierając coś z jego oferty. Dzięki Twojemu zamówieniu będą mogły powstawać kolejne teksty.

 

Listopad 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
2
28

Nadchodzące wydarzenia


21
Lis
2017
18:00
21 listopad 2017 18:00
KDK - Kutno, ul. Żółkiewskiego 4/CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1
XIII Ogólnopolski Festiwal Jeremiego Przybory Stacja Kutno 19 listopada (niedziela)CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1godz. 18.00 - [...]
21
Lis
2017
19:00
21 listopad 2017 19:00
CKK Jordanki - Toruń, al. Solidarności 1-3
Andrzej Poniedzielski w najnowszym projekcie zatytułowanym Melo - Nie - Dramat. W programie dużo inteligentnego humoru, satyra i [...]
22
Lis
2017
18:00
22 listopad 2017 18:00
KDK - Kutno, ul. Żółkiewskiego 4/CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1
XIII Ogólnopolski Festiwal Jeremiego Przybory Stacja Kutno 19 listopada (niedziela)CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1godz. 18.00 - [...]
22
Lis
2017
19:00
22 listopad 2017 19:00
Filharmonia Kaszubska. Wejherowskie Centrum Kultury - Wejherowo, ul. Sobieskiego 255
Andrzej Poniedzielski w najnowszym projekcie zatytułowanym Melo - Nie - Dramat. W programie dużo inteligentnego humoru, satyra i [...]
22
Lis
2017
19:00
22 listopad 2017 19:00
Bielański Ośrodek Kultury - Warszawa, ul. Goldoniego 1
Łukasz Majewski - Koncert promujący nową płytę pt. Niebajka. Jego piosenki wielokrotnie były [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL