3. Grechuta Festival Świnoujście – eksperymentalna nieoczywistość

środa, 16 sierpień 2017

Jak Marek Grechuta, którego kojarzymy z Krakowem, stał się patronem nadmorskiego festiwalu pisałam rok temu: Od 2014 roku odnowiony Amfiteatr w Świnoujściu nosi imię Marka Grechuty. Jaki trop doprowadził instytucję do przyjęcia imienia patrona, który na co dzień kojarzony jest z Krakowem... od 1966 roku w Świnoujściu odbywa się Festiwal Artystyczny Młodzieży Akademickiej FAMA. Na festiwalowych deskach debiutowało wielu uznanych dzisiaj artystów ze świata "naszej" piosenki. W roku 1968 główna nagroda przypadła Markowi Grechucie. Tylko tyle i aż tyle wystarczyło, by wybrać patrona dla Amfiteatru przy ul. Chopina w Świnoujściu. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Amfiteatr nadal nosi nazwę Marka Grechuty, a trzecia edycja Grechuta Festivalu w Świnoujściu powoli przechodzi do historii.

Strefa była patronem medialnym festiwalu po raz drugi i drugi raz miałyśmy przyjemność uczestniczenia w tym imponującym przedsięwzięciu. Ubiegłoroczna edycja obfitowała w wydarzenia i artystów związanych z Krakowem. Miejski Dom Kultury w Świnoujściu pozwolił nam rozkoszować się krakowską atmosferą w komfortowych nadmorskich warunkach. Program tegorocznego festiwalu był zupełnie inny, zróżnicowany, eksperymentalny, odważny. Bo jak inaczej określić program, w którym obok siebie funkcjonują z powodzeniem, przy pełnej widowni, koncerty muzyki rozrywkowej, propozycje dla najmłodszych, spotkania wspomnieniowe, kino na leżakach, legenda teatru alternatywnego, czyli Teatr Ósmego Dnia czy wreszcie opera Giuseppe Verdiego. Wydarzenia odbywały się w kilku miejscach (muszla koncertowa, amfiteatr, Miejski Dom Kultury, Browar Miedziowy 44), pomiędzy którymi żwawo przemieszczała się stała festiwalowa publiczność, by zdążyć wszędzie i na wszystko, czasami nawet z małym opóźnieniem. By uczestniczyć aktywnie we wszystkim, w czym tylko się da. By zobaczyć i usłyszeć jak najwięcej. I od tej przemierzającej Świnoujście publiczności zacząć trzeba, bo festiwal ma już swoją stałą widownię. Widziałyśmy wiele znajomych (z ubiegłego roku) twarzy. A że gawędy Teresy Drozdy są jednym z punktów programu, nie jesteśmy tak do końca anonimowe. Słuchacze podchodzili do nas, poznawaliśmy się nawzajem, obdarzając uśmiechem coraz odważniej i wymieniając wrażeniami. To niesamowite i przemiłe uczucie. Zresztą uśmiech w jakiś sposób wpisany jest w ten festiwal. Może dlatego, że do wszystkich uśmiechają się organizatorzy, którzy w poszczególnych miejscach odpowiadają za powodzenie kolejnych przedsięwzięć. Niezależnie od tego, czy jest to pierwszy, czy ostatni dzień festiwalu. Widać ich zaangażowanie i świetną organizację pracy. Każdy wie, za co odpowiada, więc atmosfera nie jest nerwowa. A przecież przygotowanie i utrzymanie w ryzach tak imponującego programu z gigantyczną liczbą wykonawców jest naprawdę trudne i też musi być trochę nerwowe. Decyzje podejmowane są błyskawicznie, np. przeniesienie koncertu z muszli koncertowej do sali MDK w przypadku fatalnej prognozy pogody. To wszystko daje duży komfort odbioru publiczności i komfort pracy zaproszonym wykonawcom.

Nam niestety tym razem znów nie udało się obejrzeć wszystkich punktów festiwalowego programu od A do Z. Jednak nawet wśród tego, co zobaczyłyśmy trzy elementy zrobiły na mnie naprawdę duże wrażenie:

Koncert jubileuszowy Olgi Bończyk – był pewnie trochę przydługi, bo trwał prawie 3 godziny, ale… co to był za koncert. Trudno wyczuć, że Olga Bończyk może obchodzić 30-lecie pracy artystycznej. Kto by to liczył. Pamiętam ją na scenie od lat, a ona naprawdę wciąż wygląda tak samo. Konferansjerem koncertu był Piotr Bałtroczyk. Fajnie, bo lata temu przestałam oglądać wszelkie show kabaretowe studyjne i amfiteatralne i straciłam Bałtroczyka z oczu zupełnie. Teraz powrócił ciut do mojej świadomości i faktycznie chwilami nie było wiadomo, czy to poważny jubileusz czy świnoujska wersja mazurskiej nocy kabaretowej. Jubilatka zresztą sama całkiem sprawnie zapowiadała swoje piosenki i gości. W jej repertuarze na ten wieczór znalazły się przeboje, które śpiewali przed nią: Urszula Dudziak, Irena Santor, Maria Koterbska, Anna Jantar i oczywiście Marek Grechuta. Autorytety z najwyższej półki. Na scenie goście, którzy zaśpiewali swoje piosenki: Janusz Szrom, Hanna Śleszyńska, Andrzej Krzywy, Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz. Solo, w duecie z Jubilatką, triach i różnych konfiguracjach, np. z Hanną Śleszyńską w prześmiesznym fragmencie spektaklu „Pomalu, a jeszcze raz” (reż. Igor Šebo), w którym obie Panie zobaczyć możemy w warszawskim Teatrze Capitol. Artystom towarzyszyło świetne jazzujące trio: Jan Zeyland (fortepian), Krzysztof Szmańda (perkusja) i Andrzej Święs (kontrabas, gitara basowa). Wszyscy goście zostali odpowiednio docenieni w kilku piosenkach. Ze szczególnym uwzględnieniem jednego gościa, niestety nieobecnego. Zbigniew Wodecki miał być jednym z gości, którzy zaśpiewają podczas Jubileuszu, niestety stało się tak jak się stało – od 22 maja gra i śpiewa już w innym wymiarze. Przepięknym momentem było wspomnienie Wodeckiego podczas koncertu. Jego głos i skrzypce zabrzmiały w duecie z półplaybacku, który został wypuszczony w żywe instrumenty. Olga Bończyk zaśpiewała zwrotki, Zbigniew Wodecki włączył się w refrenach. Tutaj akustycy stanęli na wysokości zadania, a piosenka „Lubię wracać tam, gdzie byłem” naprawdę nabrała symbolicznego znaczenia. Publiczność nie mogła zareagować inaczej niż wstając z miejsc i długo oklaskując ten duet.
A żeby nie kończyć tak strasznie smutno… moje spostrzeżenie – Olga Bończyk naprawdę pięknie podczas występów trzyma mikrofon! Zerknijcie kiedyś na ten szczegół.

Giuseppe Verdi „Nabucco” (reżyseria: Feliks Tarnawski, dyrygent: Jerzy Salwarowski). Opera, z prawdziwą orkiestrą i włoskimi wykonawcami w… amfiteatrze. Amfiteatr to piękny i zadaszony, nowoczesny, świetnie brzmi w nim muzyka i słowa. Jednak zaproszenie opery i ogromnego aparatu wykonawczego wydaje się lekkim szaleństwem, wizjonerstwem, chyba nawet aktem odwagi. To naprawdę musiało zrobić wrażenie. Skromna scenografia, wielka orkiestra w przejściu przed sceną, soliści i chór. Spektakl zapowiedział lekko i interesująco Paweł Sztompke. Wysoko nad sceną umieszczono wyświetlacz, na którym wyświetlało się tłumaczenie z włoskiego, na polski i niemiecki, bo Świnoujście z racji położenia na granicy z Niemcami gości wielu niemieckich turystów.
To był moment, w którym poczułam, że kultura jest dla ludzi. Każda. Bez podziału na coś co jest niszowe, wysokie, zarezerwowane dla jednej grupy.
Wydaje się, że każda opera onieśmielać może przepychem gmachu, w którym zazwyczaj się odbywa. Gdy zdejmie się tę wizualną otoczkę, wstawi do programu festiwalu piosenki i sprowadzi się ją do monumentalnego, ale jednak spektaklu dla ludzi, okazuje się, że znajdzie odbiorców.
Podczas tego wieczoru również nie zabrakło momentu wzruszającego, gdy na finał artyści zaśpiewali piosenkę patrona festiwalu „Świecie nasz”.

„Arka” - Spektakl Plenerowy Teatru Ósmego Dnia. Bardzo późnym wieczorem, o godz. 22.00 na placu przed muszlą koncertową, tuż przy promenadzie legendarny spektakl z Poznania zabrał nas w podróż swoją Arką. Temat spektaklu aktualny, choć jego premiera miała miejsce w 2000 roku. Wojna i uchodźcy. Sielanka zamienia się w piekło, by ostatecznie bohaterowie w latającej arce przemieścić się mogli do nowego życia. Spektakl symboliczny, widowiskowy, z całą masą efektów świetlnych, ogniem, dymem, rekwizytami. Największą jego siłą jest jednak kontakt aktorów z publicznością. Spektakl dzieje się właściwie pomiędzy ludźmi. Były momenty, w których zazdrościłam ludziom, którzy odważyli się wejść na płytę, na której spektakl się rozgrywał, były też takie, w których śledziłam z nieukrywaną ulgą poczynania aktorów ze swojego bezpiecznego miejsca z tyłu. Czułam jak aktorzy czerpią energię z emocji, które wzbudzają wśród publiczności, jak współtworzą spektakl razem z publicznością, jak publiczność staje się współodpowiedzialna za spektakl, ale i za temat, który w nim jest poruszany. Jeżdżenie wśród publiczności z dość dużą szybkością na różnych pojazdach oraz zabawę ogniem, oceniam jako ryzykowne, ale myślę, że przy tym poziomie profesjonalizmu, Teatr Ósmego Dnia może sobie na to ryzyko pozwolić. Autentycznie żałowałam, gdy spektakl (trochę wizualnie przypominający Piratów z Karaibów) skończył się.

Dlaczego piszę o rzeczach, które na pierwszy rzut oka zupełnie nie są związane z tematami, o których piszemy na Strefie na co dzień… gdyby nie było Nabucco i Teatru Ósmego Dnia napisałabym o przepięknie nagłośnionych i oświetlonych koncertach Tadeusza Woźniaka (z rodziną) i Piotra Machalicy z fantastycznym zespołem młodych muzyków. Albo o spektaklu „Cohen-Nohavica” w reżyserii Mariana Opani. Napisałabym o spotkaniach niekoncertowych w Browarze Miedziowym 44 – trzy z nich poprowadziła Teresa Drozda (której gośćmi byli Danuta Grechuta, Tadeusz Woźniak, a trzecim tematem Agnieszka Osiecka). Czwarte spotkanie, poświęcone pamięci Wojciecha Młynarskiego, poprowadzili Maria Szabłowska i Paweł Sztompke, poprzedzone było recitalem Haliny Kunickiej i Jerzego Derfla. Udział w rozmowie wziął też Jan Młynarski. A dzień wcześniej Jan Młynarski i jego Warszawskie Combo Taneczne zaśpiewali w muszli koncertowej warszawskie szlagiery. Wszystkiego opisać się nie da. Opisuję więc to, czym organizatorom udało się mnie zaskoczyć.

Tak jak napisałam jednego dnia Teresa Drozda rozmawiała z Danutą Grechutą o jej mężu, a kolejnego z Tadeuszem Woźniakiem. Przyszła do mnie taka refleksja, że obaj panowie mają coś wspólnego. Poza tym, że spotkali się w konkursie FAMY w Świnoujściu właśnie w latach 60., to w późniejszej drodze artystycznej, w swoich artystycznych eksperymentach niezwykle wyprzedzili czasy, w których żyli. Eksperymentowali, co było przyjmowane bardzo różnie. Wydaje mi się, że tak samo organizatorzy Grechuta Festival w Świnoujściu eksperymentują z programem. Proponują wydarzenia niestandardowe, wyrastające ponad formułę tradycyjnego festiwalu piosenki, stając się przez to jednocześnie prawdziwymi animatorami kultury.

Barbara Radziszewska

 

Artykuł powstał dzięki pasji i zaangażowaniu autorek serwisu strefapiosenki.pl Nikt nie dostał za niego honorarium. Jeśli tekst przypadł Ci do gustu - odwiedź też nasz sklepik: sklep.strefapiosenki.pl

Może zechcesz wesprzeć artystów, o których piszemy i nasz serwis wybierając coś z jego oferty. Dzięki Twojemu zamówieniu będą mogły powstawać kolejne teksty.

 

Listopad 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
2
28

Nadchodzące wydarzenia


21
Lis
2017
18:00
21 listopad 2017 18:00
KDK - Kutno, ul. Żółkiewskiego 4/CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1
XIII Ogólnopolski Festiwal Jeremiego Przybory Stacja Kutno 19 listopada (niedziela)CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1godz. 18.00 - [...]
21
Lis
2017
19:00
21 listopad 2017 19:00
CKK Jordanki - Toruń, al. Solidarności 1-3
Andrzej Poniedzielski w najnowszym projekcie zatytułowanym Melo - Nie - Dramat. W programie dużo inteligentnego humoru, satyra i [...]
22
Lis
2017
18:00
22 listopad 2017 18:00
KDK - Kutno, ul. Żółkiewskiego 4/CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1
XIII Ogólnopolski Festiwal Jeremiego Przybory Stacja Kutno 19 listopada (niedziela)CTMiT - Kutno, ul. Teatralna 1godz. 18.00 - [...]
22
Lis
2017
19:00
22 listopad 2017 19:00
Filharmonia Kaszubska. Wejherowskie Centrum Kultury - Wejherowo, ul. Sobieskiego 255
Andrzej Poniedzielski w najnowszym projekcie zatytułowanym Melo - Nie - Dramat. W programie dużo inteligentnego humoru, satyra i [...]
22
Lis
2017
19:00
22 listopad 2017 19:00
Bielański Ośrodek Kultury - Warszawa, ul. Goldoniego 1
Łukasz Majewski - Koncert promujący nową płytę pt. Niebajka. Jego piosenki wielokrotnie były [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL