X Festiwal "Moja wolności" - wciąż chodzi o tekst

środa, 08 czerwiec 2016

Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu, rok 1977, koncert "Nastroje – nas troje", podczas którego śpiewano piosenki Agnieszki Osieckiej, Jonasza Kofty i Wojciecha Młynarskiego, a autorzy tekstów wcielili się w role prowadzących. Telewizyjnej transmisji nie mogę oczywiście pamiętać, bo urodziłam się kilka lat później, ale jeszcze nie tak dawno można było zapis tego koncertu zobaczyć w TVP Kultura. Wybrane piosenki z zapowiedziami krążą też po sieci.
 
Od tego koncertu mija blisko 40 lat (!). O Osieckiej pamięta Fundacja Okularnicy, Młynarski ma Festiwal poświęcony swojej twórczości, na którym, o ile pozwala mu zdrowie, spotyka się z nowymi interpretatorami swoich piosenek i prowadzi koncerty. Wielkim zapomnianym z tej trójki poetów piosenki jest Jonasz Kofta. Dlatego Ogólnopolski Festiwal im. Jonasza Kofty "Moja wolności" – inicjatywa Warszawskiej Sceny Bardów i Centrum Promocji Kultury w Dzielnicy Praga Południe – cieszy. W konkursie nie ma co prawda, jak to bywa w podobnych inicjatywach, obowiązku śpiewania piosenek Patrona Festiwalu, więc sił spróbować mogą również wykonawcy-autorzy. Ale to i tak cieszy. Na pierwszy rzut oka.

Dziesiąty festiwalowy konkurs odbył się w sobotę (4 czerwca 2016) w rzeczonym Centrum Promocji Kultury na warszawskiej Pradze Południe. I było to popołudnie z piosenkami Jonasza Kofty, bo mimo wolności wyboru, większość uczestników sięgnęła właśnie po jego utwory. Siedząc na widowni uświadomiłam sobie jak wielu z tych piosenek nie znam, jak rzadko mam okazję ich posłuchać, jak rzadko sięgają po nie uczestnicy innych konkursów. Jednocześnie starsze panie, których na widowni była większość, z dużym entuzjazmem przyjmowały anonsowane tytuły. Dlatego pojawiła się we mnie wątpliwość, czy ta formuła Festiwalu wystarczy, by pielęgnować pamięć o piosenkach Kofty. Jonasz Kofta tworzył krótko (zmarł w 1988 roku), siłą rzeczy artyści, którzy śpiewali piosenki z jego tekstami, też coraz rzadziej obecni są w mediach. Z drugiej strony – w programie festiwalu przez dziesięć lat ani razu nie pojawił się koncert tylko z piosenkami Patrona. Nigdy nie zaśpiewały Hanna Banaszak, Anna Serafińska czy Anna Stankiewicz – a wszystkie mają nagrane dobre płyty z piosenkami Kofty. Sięgają po nie uczestnicy konkursu, ale to raczej jednorazowe wykonania, których celem jest ocena przez jury i dopisanie kolejnej nagrody do artystycznego CV. Trochę szkoda, bo potrzebujemy nowych interpretacji tych piosenek, które zaistnieją w powszechnej świadomości młodego pokolenia – Osiecką śpiewamy, bo Fundacja Okularnicy konsekwentnie, od lat, zamawia u artystów koncerty złożone z jej piosenek. Dzięki takiej "polityce" mamy znakomite płyty choćby Katarzyny Nosowskiej, Katarzyny Groniec czy Stanisława Sojki . A że u Kofty jest z czego wybierać (i można by taki koncert zamówić) – udowodnili uczestnicy tegorocznego konkursu, bo efekty ich poszukiwań były imponujące. Nie było pięknych, ale oczywistych piosenek: "Pamiętajcie o ogrodach", "Song o ciszy", "Jej portret", "Song sprzątaczki", "Podróżą każda miłość jest". Z tych, które się pojawiły, za najbardziej znane można uznać: "Trzeba marzyć" i "Lubię smutek pustych plaż". Wszystkiemu ze zdjęć w tle sceny przysłuchiwał się Jonasz Kofta.

Werdykt, który wydało jury w składzie: Jadwiga Kofta, Piotr Bakal, Krzysztof Heering, Stanisław Klawe, Jerzy Mamcarz i Jan Poprawa, zamieszczamy w zakładce "Werdykty". Nie uwzględniono w nim jednak dwóch osób, które przyciągnęły moją uwagę, więc słów kilka im poświęcę:
Barbara Małecka – bardzo młodziutka wykonawczyni, która zaśpiewała "Lunę srebrnooką" (Osiecka) i "Sambę na jedną nutę" (Kofta). Zaśpiewała naturalnie, lekko, trochę jazzując.
Aleksander Podleś – bardzo młody wykonawca, który w piosenkach: "Polska miłość" (Młynarski) i "To ziemia" (Kofta) przekonał mnie, że wie o czym śpiewa. Tylko i aż tyle.

Wśród osób wyróżnionych przez jury zasługują na kilka zdań:
Marta Kostur – wychowanka Marka Tercza (z Kieleckiego Centrum Kultury) zaśpiewała dwie mroczne piosenki: fragment "Szarego poematu" (Kofta) oraz "Do kogo idziesz" (Loebl). Mimo że nie lubię, kiedy młode dziewczyny "umartwiają się" na scenie, patrząc na nią i słuchając tego, jak śpiewa nie miałam wątpliwości, że wszystko do siebie pasowało. Było na swoim miejscu. Być może z wysłuchaniem pełnego recitalu w takim stylu miałabym problem, jednak dwie konkursowe piosenki w pełni pokazały jej możliwości.
Zespół Nic Wielkiego – bliźniaczki, które od kilku miesięcy podbijają festiwalowe sceny. Tym razem obok "Mnie ze mnie", prezentowanego już w konkursach i zamieszczonej na epce "Syjamskie bliźnięta" zabrzmiał nowy utwór "Skrzydła". To dwa autorskie utwory zespołu z tekstami Olgi Szaltis. Jak zwykle na scenie było energicznie, a oprócz standardowych instrumentów pojawiła się foliowa siatka na zakupy.
Duet Przemysław Bielawa i Robert Mazurkiewicz w autorskich piosenkach: "Spotkanie po latach" i "Dla takiej jak ty". Panowie śpiewają i akompaniują sobie na gitarach. Rozpoczynali od konkursów piosenki turystycznej i takie nuty słychać było w ich piosenkach.

W sumie zaśpiewało 24 uczestników. Nie bardzo zrozumiałam na jakich zasadach w konkursie znaleźli się Bartosz Oszczędłowski i Bartłomiej Kurowski. Każdy z nich zaśpiewał po dwie piosenki Lecha Makowieckiego, a zgodnie z regulaminem konkursu: punkt 4, podpunkt d) wykonawcy, którzy nie prezentują w pełni autorskich utworów zobowiązani są do wykonania min. jednego utworu Jonasza Kofty.  

Przesłuchaniom zabrakło rytmu. Prowadzącego nie było na scenie, siedział przy stoliku jurorskim, ograniczając się do podawania wyłącznie podstawowych informacji – nazwiska wykonawcy, tytułów piosenek i ich autorów. Kilka razy padło zdanie o miejscu pochodzenia wykonawcy, ale nie został przedstawiony żaden akompaniujący muzyk. I oczywiście "nie zagadywano" koniecznych przerw technicznych – jakby przesłuchania konkursowe nie były koncertem – tylko jakimś castingiem. Skoro jednak była na nie zaproszona publiczność – za koncert uznać je należy i w takich kategoriach oceniać. Zawsze będę twierdziła, że zapowiedzi z pozycji jury nie są dobrym pomysłem. Zadaniem jurora jest skupienie się na występach i ich ocenie. Konferansjer ma inne zadania i często od niego zależy powodzenie całego koncertu. Wykonawcy narzekali na technikę po konkursie i co gorsza, w trakcie swoich występów. Raz po raz coś dudniło, sprzęgało, nie działały mikrofony i odsłuchy. A przecież próby się odbyły! O ile wystartowano, z lekkim opóźnieniem, z kopyta, to z piosenki na piosenkę było coraz gorzej. W pewnym momencie wszyscy znaliśmy numery wejść, w które podpinane były mikrofony i gitary, bo pan odpowiedzialny za technikę podawał je akustykowi głośno krzycząc ze sceny (jedynka, dwójka, itd.). Wpadki mogą się zdarzyć i są zupełnie naturalne przy takiej ilości śpiewających i sprzętu, który ze sobą mają. Jednak gdy wpadki stają się regułą, pomimo prób, taki koncert po prostu męczy. Wszystkich. Publiczność, wykonawców i jurorów chyba też. Bardzo trudno to zrozumieć, zwłaszcza siedząc na widowni centrum kultury wyposażonego w profesjonalny sprzęt obsługiwany przez profesjonalistów.

Do domu wróciłam wieczorem, punktualnie na rozpoczynające się SuperPremiery 53. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Znalazłam kilka podobieństw do popołudniowego konkursu. Tu też dźwięk pozostawiał wiele do życzenia (widocznie trudno znaleźć dobrych akustyków niezależnie od rozmiaru przedsięwzięcia). Praktycznie nie było również zapowiedzi wykonawców (przeżyłam więc kolejne déjà vu). Podobały mi się za to wizualizacje, mniej krzykliwe niż w poprzednich latach.

Dwie tak bardzo odmienne imprezy, a podobieństw (i to tych mniej chlubnych) sporo... Jest też jedna ważna różnica: w tej pierwszej, pomimo wszelkich niedociągnięć, wciąż chodzi o słowo. Tak jak napisałam na początku, podczas tego popołudnia odkrywałam zdumiona, piosenki Jonasza Kofty, a przypominali mi je młodzi wykonawcy. W opolskich premierach najbardziej dojrzały tekst napisała znana nam dobrze Dominika Barabas. "Andy" to piosenka o czymś. Chyba nie miałam złudzeń, że wygra, mam jednak nadzieję, że ten występ pomoże jej w dalszej karierze artystycznej i że na tej swojej ścieżce nie wybierze drogi na skróty. O pozostałych tekstach litościwie nie wspomnę, a moim prywatnym hitem pozostanie na długo fraza: "Z całych sił na mnie patrz (zaśpiewana jako "pacz") jak niebo pełne gwiazd".

Wiary w piosenkę nie tracę. W organizatorów imprez nieco skromniejszych niż Opole – także, nawet mimo zdarzających się wpadek. Sezon festiwalowy 2016 dopiero się rozkręca.

Barbara Radziszewska

 

Czerwiec 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
5
20
21
24
25
27

Nadchodzące wydarzenia


23
Cze
2017
18:00
23 czerwiec 2017 18:00
Centrum Teatru Muzyki i Tańca - Kutno, ul. Teatralna 1
Kapela Hanki Wójciak w koncercie promującym płytę "Znachorka" w ramach IV Festiwalu Świat [...]
26
Cze
2017
19:00
26 czerwiec 2017 19:00
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Teresa Drozda przypomina: Wojciech Młynarski. Młynarskim można mówić. Młynarskim można myśleć. Młynarskim można opisać świat. [...]
26
Cze
2017
20:00
Koncert
26 czerwiec 2017 20:00
Jazz Cafe - Łomianki, ul. Warszawska 69
Koncert "Bardzo przyjemnie jest żyć" Katarzyny Żak z tekstami Wojtka Młynarskiego, Andrzeja [...]
28
Cze
2017
21:00
28 czerwiec 2017 21:00
Dziedziniec Zamku - Olsztyn, ul. Zamkowa 3
XLIV Ogólnopolskie Spotkania Zamkowe "Śpiewajmy Poezję" Olsztyn 2017 28 czerwca (środa), godz. 21.00Joanna [...]
29
Cze
2017
19:30
Koncert
29 czerwiec 2017 19:30
Kalinowe Serce - Warszawa, ul. Krasińskiego 25
"Piaf, Orłow i inni..." to subiektywny wybór utworów, których cechą wspólną [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL