Przestałam mieć wątpliwości - mówi Mariola Konieczna

niedziela, 23 marzec 2014
Z Marolą Konieczną o byciu poetką-nauczycielką, podróży po nocnym Wrocławiu i piosenkach z płyty "Wielokropek" rozmawia Teresa Drozda:

- Jak to wszystko się zaczęło?

- Trzy lata temu postanowiłam zadecydować, czy jestem poetką, czy zapominam o tym rozdziale swojego życia. Zdecydowałam, że zaczynam przygodę poetycką traktować poważnie. To był punkt wyjścia, a płyta "Wielokropek" jest dla mnie przypieczętowaniem decyzji. Dojrzałej decyzji. Do niedawna wydawało mi się, że mogę żyć według schematów, które są wygodne i bezpieczne, nie ujawniać tego i owego. Żyłam w przekonaniu, że moja praca zawodowa i życie rodzinne jest w zasadzie wszystkim, co zapewnia mi komfort. Okazało się, że nie do końca się to sprawdziło. Sfera poetycka jest jeszcze jedną, którą musiałam zacząć pielęgnować, ponieważ ona zwyczajnie dobijała się, żeby ją dostrzec i zacząć traktować serio. Tak doszło do powstania płyty.
 
Na początku pisałam wiersze i z nimi udałam się na spotkanie grupy poetyckiej. Jednocześnie wzięłam ze sobą troszeczkę dla żartu wierszyki rymowane, które pisałam dla przyjaciół na urodziny i imieniny. Okazało się, że to właśnie one zaświeciły komuś jakimś blaskiem. Pisanie tych wierszyków i zabawa rymem sprawiały mi frajdę, natomiast okazało się, że powstał z tego całkiem zgrabny komunikat. Zatem moje pisanie odbywało się dwutorowo: z jednej strony wiersze wolne, w których bardzo poważnie mówiłam o różnych rzeczach i te zabawy rymami, rytmem i poezją. Okazało się, że to jest właśnie to.

- A skąd wzięła się muzyka?

- To jest bardzo dziwne dla mnie i chyba do tej pory nie wiem. Pierwsze moje znaczące zetknięcie z poezją w wieku kilkunastu lat to kontakt z poezją śpiewaną. Żyłam muzyką i piosenkami Starego Dobrego Małżeństwa, Grechutą, pojawił się Kaczmarski, który paraliżował. Pojawił się też Leszek Wójtowicz. Bardzo chciałam powiedzieć o tym twórcy, ponieważ dawno o nim nie słyszałam. W liceum przygotowywaliśmy wieczór poetycko - muzyczny "Pieśni gniewu i miłości", który wzorowaliśmy na nagraniu koncertu prowadzonego przez Andrzeja Poniedzielskiego. Tam usłyszałam piosenkę Wójtowicza "Ballada o świetlistych oczach żony". Do dziś ta piosenka niezmiennie wywołuje we mnie dreszcz. Wydaje mi się, że właśnie ona pokazała mi, że muzyka jest integralną częścią tekstu.
Było oczywiście wiele innych, które pozostały we mnie na zawsze - bo muzyka wchodzi w każdy nerw ciała i zostaje. Jeśli się ją czuje i kocha, to ona jest wszędzie, jest w paznokciach, czubkach palców, we włosach. Zrozumiałam to nagle, gdy napisałam kilka tekstów i pomyślałam, że może sama "znalazłabym" do nich muzykę. Muzykę do pierwszych moich tekstów tworzył Wiesław Ciecieręga. W pewnym momencie Wiesio się "zawiesił", musiałabym długo jeszcze czekać na kolejne kompozycje. Wtedy stwierdziłam, że mam potrzebę, by stworzyć muzykę do którejś z piosenek dla żartu i okazało się, że to chwyciło. Wówczas pisałam najpierw tekst, a później próbowałam wydobyć z tego tekstu jakąś melodię. Obecnie tworzę refren śpiewając, a potem dokładam klocki w postaci strof i próbuję sharmonizować je z refrenem.

- Która piosenka jest tą pierwszą?


- Jeżeli mówimy o całości, tzn. o tekście i muzyce, to mam dwie pierwsze piosenki. Na płycie pojawiła się jedna z nich - "W sam raz". Ta druga to "Pastorałka urbanistyczna". Od razu też powstał problem – czy jestem gotowa na publikowanie ich. Zdałam sobie jednak wkrótce sprawę, że w zasadzie jest wiele osób, które chciałyby powiedzieć to, o czym ja krępowałam się mówić. Myślę, że dlatego moje piosenki są chętnie słuchane. Ludzie przywiązują się do moich tekstów, bo dzięki temu, że ja je wyśpiewuję, oni mogą usłyszeć swoje własne myśli w postaci słów. Przeglądają się w tym jak w lustrze. Tak pozbyłam się wątpliwości, że to co robię jest niestosowne czy może na wyrost. I dlatego te dwie pierwsze piosenki ujrzały światło dzienne.

- Dlaczego myślałaś, że to co robisz jest niestosowne?

- Pisałam wiersze od dziecka, ale kiedy zaczęłam studiować – nastąpiła przerwa. Nabrałam przekonania, że wiersze mogli pisać Tuwim, Gałaczyński, Mickiewicz, Słowacki, a z poetów, którzy wówczas działali intensywnie w świecie katowickiego życia kulturalnego - Melecki, Olszański.
Później dołączyła do tego myśl, że nauczyciel nie powinien pokazywać swojego wnętrza – także w postaci wierszy. Teraz myślę, że istnieje sfera, którą zdecydowanie można pokazać i jest to też jak najbardziej skuteczne w kontakcie z młodymi ludźmi.

- Uczniowie wiedzą co robisz?

- Tak i często proszą mnie, bym zaśpiewała coś na lekcjach. Mam w klasie gitarę. Gdy uczniowie są grzeczni, obiecają, że będą uważnie słuchać i oddamy stosowny czas Staffowi, Tuwimowi i Gałczyńskiemu, to wtedy Konieczna może dodać dwa słówka od siebie. Dla mnie jest to niesamowite przeżycie i wtedy właśnie czuję , że jestem we właściwym miejscu. Ostatnio w rozmowie z rodzicami dzieci, które uczę, stwierdziłam, że jestem troszkę pomocą naukową, ponieważ na własnym przykładzie pokazuję, że jeśli ma się w sobie potrzebę tworzenia czegoś, to na pewno nie wolno tego przemilczeć. Zawsze trzeba sprawdzić, czy ma to jakąś wartość i czy nie można w ten sposób komunikować się z otoczeniem. Być może znajdzie się ktoś, dla kogo to będzie bardzo ważne. Uczniowie wiedzą, że wydałam płytę. Plakaty w Bytomiu zapowiadające mój koncert wiszą. Stało się. I jest nieźle.

- Zmieniło to stosunek Twoich uczniów do Ciebie?

Paradoksalnie nie. Nie zauważyłam specjalnej rewolucji, ponieważ to co przedtem działo się na lekcjach, dzieje się w chwili obecnej. Właściwie zawsze pokazywałam literaturę jako  sublimację życia, codzienności, przeżyć i patrzenia na rzeczy, które dzieją się wokół nas. Pokazywałam literaturę, która jest produktem wytworzonym przez człowieka, a teraz moje utwory są przypieczętowaniem, dowodem i moim certyfikatem potwierdzającym, że tak właśnie jest.

- Myślę, że powoli można założyć klan śpiewających nauczycieli, bo obok Ciebie jest Marcin Skrzypczak i Paweł Wójcik. Razem moglibyście zagrać fantastyczny koncert.


To byłby dla mnie ogromny zaszczyt, gdyby mnie Skrzypczak i Wójcik dopuścili do swojego kręgu. Natomiast mając na myśli połączenie tych dwóch sfer życiowych – poezji i nauczania, uważam, że to byłaby fantastyczna sprawa. Pamiętam, że Grzegorz Tomczak był nauczycielem – może jest do tej pory? To też wiele mi dało. Na długi czas zapomniałam, że można uczyć, pisać i śpiewać, ale ostatnio zmieniam zdanie.

- Weźmy sobie "Wielokropek" do ręki i opowiedzmy historię kilku piosenek, ponieważ słyszałam, że niektóre powstawały w ekstremalnych sytuacjach.
 
- Tak, niektóre piosenki pisałam na takim koziołku służącym do pracy na budowie... Budowaliśmy z mężem dom, ja coś podtrzymywałam i jednocześnie zapisywałam kupleciki. Na płycie znalazło się kilka piosenek, które wówczas powstały, np. "Ballada o Kaśce nauczycielce". Napisałam ją jako wiersz dla mojej koleżanki na urodziny. Tworzę czasami rzeczy, za pośrednictwem których składam przyjaciołom życzenia. Potem okazuje się, że jest to całkiem niezły materiał na piosenkę.

- Rozszyfrowujmy więc... - "W sam raz"?

- To była, jak wspomniałam, pierwsza poważna piosenka. Próbowałam chwytać akordy, których nie znam, grać coś, co pasowało mi do nastroju tekstu. Nie sądziłam, że fajnie może zabrzmieć funkcja, w której przyciskam tylko jedną strunę.

 - "Wio, Leonardo"?

- Pełny tytuł brzmi "Wio, Leonardo, czyli reminescencje wrocławskie". Opisana jest tu cała historia. Wiąże się ona z moim udziałem w sesji naukowej "Po prostu Agnieszka", która odbyła się w 2011 roku na Uniwersytecie Wrocławskim. Jej organizatorem był obdarzony niesamowitą charyzmą profesor Igor Borkowski. Bardzo miło go wspominam. Do Wrocławia pojechałyśmy tam z moją przyjaciółką, doktorantką Weroniką Górską. To ona namówiła mnie do napisania artykułu. Cieszę się, że miałam okazję ją poznać (na spotkaniu grupy poetyckiej Obok Sceny), bo być może inaczej nie przyszłoby mi do głowy, żeby przejrzeć strukturę tekstów Osieckiej i wydostać z nich niesamowite pokłady wiedzy. Od tego momentu moje teksty nie są aż tak intuicyjne. Są połączeniem impulsów, które bardzo sobie cenię z pewną świadomością uzyskaną podczas badania tekstów Agnieszki Osieckiej. Skupiałam się na rytmie, organizacji brzmieniowej i łamaniu reguł rytmicznych, które jest chwilami kluczowe dla tego przekazu. Dzięki temu Osiecka z jednej strony wyciska łzy, ściska za serce i jest poważna, ale jednocześnie puszcza oko do rzeczywistości. Staram się na niej wzorować. Nie mówię, że realizuję to z powodzeniem, ale jest to mój niedościgniony ideał.
"Wio, Leonardo" stał się początkiem przygody intelektualno-poetycko-intuicyjnej. Na konferencji "Po prostu Agnieszka" spotkaliśmy Leonarda Massi, który jest cudownym muzykiem, gra na gitarze klasycznej, a jednocześnie jest doktorem filologii polskiej. Ucieszyłam się, że mogłam wystąpić obok niego podczas jednego ze spotkań. Siedzieliśmy potem w knajpce na wrocławskim rynku. Leonardo dał przecudowny koncert, ja miałam okazję zagrać minirecital. Zaśpiewałam kilka utworów, m.in. "Wielokropek", który był wówczas piosenką świeżutką. Potem błądziliśmy nocą po ulicach miasta. Ta nasza wyprawa i nocny Wrocław jest obecny w tekście piosenki (w magicznym kraju, w magicznym mieście szukamy w bruku niezwykłych słów). Dla mnie był to magiczny wieczór i to właśnie ukryłam w swoistej impresji.

- A "Wielokropek"?

- "Wielokropek" nie powstał z takiego przeżycia jak "Wio, Leonardo". Był budowany właściwie z dwóch tekstów. Napisałam najpierw piosenkę, w której obecny refren był zwrotką. Na jakiś czas zapomniałam o tym tekście. Potem nagle okazało się, że coś zaczyna mnie do niego przyciągać. Nie ukrywam, że słuchałam wtedy bardzo intensywnie płyty Małżeństwa z Rozsądku i "Wielokropek" przypomina jej nastrój. Tekst jest pozornie lekki, natomiast bardzo lubię odkrywać w nim głębsze warstwy.
"Wielokropek" stał się tytułem płyty,  ponieważ zawiera piosenki z okresu, w którym łamałam się jeszcze, czy stanąć twarzą w twarz ze swoją twórczością i ze światem, który tę twórczość miałby  odbierać i odczytywać. Początkowo w ogóle występowałam za swego rodzaju parawanem. Mój pierwszy tekst rozpoczyna się od słów "Za parawanem snu". Wtedy próbowałam kryć się za grubszą metaforą. Piosenki z płyty "Wielokropek" zawierają tajemnicę.

- "Piosenka prawie pozytywna"?

- Teraz być może będzie bardziej otwarcie. Już na płycie "Wielokropek" jest jedna piosenka nieco odważniejsza. To właśnie "Piosenka prawie pozytywna". Dotykam w niej pewnych egzystencjalnych tematów. Na płycie umieściłam piosenki- impresje na temat różnych ulotnych wrażeń, odczuć i sytuacji, które próbuję zamknąć w fajne obrazki, osłodzić smutek, a czasem z nim sobie podyskutować. "Piosenka prawie pozytywna" zawiera już troszeczkę gorzkiej ironii, jest bardziej otwartym tekstem, w którym mówię dużo więcej, niż w pozostałych piosenkach z płyty.

- "Prywatnie"?

- "Prywatnie" jest piosenkową "poduchą". U jej źródła leży rozmowa ze znajomymi, którzy bardzo poważnie traktują literaturę, książki i intelektualne doznania. Wydaje się, że jako polonistka w zasadzie powinnam cały czas mieć pod ręką np.  Heideggera... Natomiast podczas tej rozmowy przyznałam się, że po zakończeniu roku szkolnego czytam bardzo lekkie książki, które pozwalają mi wrócić do czytania ważniejszych rzeczy. Nie wstydzę się tego. Mam na myśli książki, które są czytane wyłącznie dla relaksu i po nich mogę sobie "strzelić" Dostojewskiego bez żadnego obciążenia.
"Prywatnie" to charakterystyka mojego świata, ale oczywiście jest to świat trochę wykreowany. Mówię tam o elementach wystroju wnętrza, którego nigdzie nie ma. To wnętrze hipotetyczne, zbudowane z miejsc, w których jest mi bardzo dobrze. To wewnętrzna kryjówka, w której nie muszę mieć pod ręką Heideggera. Oczywiście mogę mieć go z tyłu głowy, korzystać z jego cudownych teorii i się w nich odnajdywać, ale to nie znaczy, że romans, czy kryminał są czymś gorszym.

- I jeszcze "Kołyska"?


- Mam przyjaciółkę poetkę Hannę Diktę, która wydała tomik "Stop-klatka". Jest to bardzo poważna książka poetycka, w której podmiot liryczny rozlicza się ze swoją bardzo trudną przeszłością. Chodzi w niej o przeżycie doświadczeń granicznych, po których człowiek popada albo w depresję albo zaczyna dojrzewać. W "Stop-klatce" komunikat poetycki jest przejawem dojrzałości. Chciałam napisać recenzję tej książki, ale nie dałam rady, ponieważ podziałała ona na mnie tak emocjonalnie, że potrafiłam zareagować tylko piosenką. Napisałam piosenkę, w której mówię o opuszczaniu kołyski – bezpiecznego miejsca, zapewniającego komfort dziecku. To piosenka o dojrzewaniu kobiety. O świadomości momentu dojrzewania – często trudnego, do granic możliwości. Umieściłam tę piosenkę na końcu płyty, właśnie dlatego że tutaj kończą się wielokropki, a zaczyna się konkretny komunikat.
Muzycznie, instrumentalnie nie mam zbyt rozbudowanego komentarza do swoich piosenek. Po prostu akompaniuję sobie na gitarze, natomiast w "Kołysce" zaczęłam się bawić dośpiewując sobie drugi głos, który wymyśliłam w samochodzie jadąc z Bytomia do Kluczborka. Jestem z tego zadowolona. Słowa uznania należą się realizatorowi Andrzejowi Czubińskiemu, który to później pięknie opracował.

- No właśnie! O muzyczności tej płyty musimy porozmawiać. To bardzo odważna płyta w tym sensie, że jesteś tylko Ty, Twój głos i Twoja gitara.

- Jest to rzeczywiście przejaw odwagi, natomiast na szczęście nie był to gwałt na mojej nieśmiałości, ale efekt pewnego procesu. Zagrałam wtedy już kilkanaście koncertów, przekonałam się, że nie muszę cały czas myśleć, że nie jestem muzykiem. Zaczęłam sobie wtedy uświadamiać, że muzyka towarzyszy mojemu przekazowi poetyckiemu i właściwie nie ma sensu zarzucać sobie braku profesjonalizmu. To był akt odwagi, ale jednocześnie konieczność: uświadomiłam sobie, że tak naprawdę to co mam do powiedzenia mieści się w trójprzekazie słowo-muzyka-śpiew. Jestem jednak przede wszystkim poetką, akompaniament pomaga mi w wyrażaniu słów. Ktoś doradzał mi współpracę z zespołem. Tak naprawdę nie wiadomo, czy to by byłby dobry pomysł, czy przekaz nie straciłby wówczas na jednoznaczności.

- Jakie masz dalsze plany związane z artystyczną działalnością?


- Cały czas piszę teksty, a te czekają na muzykę. Wydaje mi się, że to moment, gdy trzeba coś zmienić. Chciałabym stworzyć płytę z piosenkami innymi niż na "Wielokropku". Ten proces już się właściwie odbywa. Jeszcze nie wiem, jaki będzie efekt.

- Od idei Ty, Twoje słowa, gitara nie odchodzisz?

- Myślę, że tak już zostanie. Nie będę bronić się przed ciekawymi projektami, natomiast nie mogę mieć wtedy żadnych wątpliwości, że jest to dokładnie to, czego chcę.

- Nie uważasz, że trzeba będzie pójść o krok dalej i zdobyć się na odwagę by zrobić coś, czego może nie do końca będziesz pewna, bo w końcu nie możesz z góry wiedzieć, że coś się powiedzie lub nie?

- Tak, moja droga artystyczna jest efektem podejmowania decyzji. Coś mi czasem mówi: boję się, ale zaryzykuję. To jest uczucie, które już znam i być może pozwoli mi podjąć kiedyś nowe ryzyko, nowe wyzwanie. Natomiast są momenty, kiedy robię coś, do czego nie jestem w pełni przekonana. Dwie sytuacje, które kolosalnie różnią się od siebie. Dla mnie najważniejsza jest intuicja, której zaufałam na początku. Potwornie bałam się wychodzić z moimi piosenkami na świat, ale w mojej głowie i sercu tkwiły potężne siły zmuszające mnie, żebym to jednak robiła. Dostrzegłam reakcję słuchaczy, mam swoją publiczność, która przychodzi na każdy koncert. Pomyślałam: Panie Boże, dałeś mi zadanie, a skoro tak bardzo Ci zależy bym je realizowała, to wychodzę na scenę i teraz mnie pilnuj, bo ja nie znam konsekwencji takiego wyjścia. Czuję jak napisać tekst, jak dostrugać do tego muzykę, ewentualnie jak to zaśpiewać, ale jeśli pojawi się jakiś problem, to musisz to sam załatwić.
Jestem bardzo szczęśliwa czując, że szala z tym, co dobre - przeważa. Najważniejsze jest, że odkrywam w sobie słowa, z którymi identyfikują się moi słuchacze. Wiem, że mimo różnic jesteśmy z tej samej gliny i może zaistnieć coś takiego, jak wspólne przeżywanie. To prawdziwe szczęście.
 
Rozmawiała: Teresa Drozda.
 
 
Grudzień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
10
11
13
14
19
20
21
22
23
24
25
26
31

Nadchodzące wydarzenia


12
Gru
2017
18:45
12 grudzień 2017 18:45
Prom Kultury Saska Kępa - Warszawa, ul. Brukselska 23
Koncert Chóru Kameralnego COLLEGIUM MUSICUM Uniwersytetu Warszawskiego pod kierownictwem Andrzeja [...]
15
Gru
2017
18:00
Koncert
15 grudzień 2017 18:00
Sandomierskie Centrum Kultury - Sandomierz, Rynek 25
Grzegorz Turnau, Jacek Królik, Leszek Szczerba w kameralnym koncercie.
15
Gru
2017
19:00
15 grudzień 2017 19:00
Galeria Pięknych Książek - Warszawa, ul. Pańska 96
Sławomir Zygmunt w koncercie "Czas wszystko zmienia", zaprezentuje utwory Leonarda Cohena, Boba Dylana, [...]
15
Gru
2017
19:00
15 grudzień 2017 19:00
Piwnica pod Baranami - Kraków, Rynek Główny 27
Koncert Mirosława Czyżykiewicza.
15
Gru
2017
20:00
Koncert
15 grudzień 2017 20:00
Skład Butelek - Warszawa, ul. 11 listopada 22
Jan Kondrak w recitalu pt. Romanse kolędy. Pięć najbardziej znanych piosenek. Pięć nowych piosenek z serii o [...]
 

Wspierane przez iCagenda

Facebook

SFbBox by enter-logic-seo.gr

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone - 2017
Projekt i wykonanie CFTB.PL